Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muffiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muffiny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 sierpnia 2012

Z kawą 3 w 1

O ile nie są planowanym prezentem, muffiny najczęściej powstają z tego co akurat znalazło się w domu. Są na tyle szybkie, że wyskakiwanie do sklepu wydłużyłoby czas przygotowania dwukrotnie. Z tego powodu nie opłaca się z premedytacją polować na konkretne składniki. Nie mówię już o wizycie w spożywczaku podczas wakacji na działce - tam trzeba poświęcić około godziny na wyprawę na zakupy i z powrotem. Dlatego tym razem muffiny sponsorowała kawa 3 w 1, a Nutella... no cóż, była po prostu efektem wakacyjnej rozpusty stale obecnym w szafce. Dzięki temu udało się pożreć z rana coś całkiem pysznego, wilgotnego. Najlepsze jeszcze ciepłe, z dobrą kawą.


Składniki
  • szklanka mąki
  • 2 opakowania kawy 3 w 1 (ja użyłam Nescafe)
  • łyżeczka cukru waniliowego (opcjonalnie)
  • szczypta pieprzu
  • szczypta soli
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • pół szklanki jogurtu
  • jajko
  • pół szklanki oleju
  • 2/3 szklanki cukru
  • kilka łyżek Nutelli

Wykonanie
  1. Przygotować foremki do muffinów, piekarnik nagrzać do 180 stopni.
  2. Wszystkie suche składniki oprócz cukru wymieszać ze sobą.
  3. W drugim naczyniu dokładnie wymieszać wszystkie mokre składniki i cukier.
  4. Połączyć mokre i suche składniki nie mieszając zbyt długo.
  5. Masą napełniać foremki do połowy, na środek wykładać po łyżeczce Nutelli, po czym przykrywać kolejną porcją ciasta.
  6. Muffiny piec 20-25 minut. Po wyjęciu z piekarnika zostawić jeszcze na chwilę w foremkach po czym studzić na kuchennej kratce, ale niezbyt długo ;)
Gotowe!

piątek, 17 sierpnia 2012

Muffiny Triathlonisty

Muffiny są dedykowane Oleczkowi-triathloniście, który przywiózł mi naręczna włoskiego jedzenia z Neapolu (żeby nikomu nie umniejszać - naręcza jedzenia były przesłane przez mojego chłopa;). Wprawdzie nie musiał z nim biegać, pływać ani pedałować, jednak dociążył swój bagażnik, a mi tym samym wzbogacił lodówkę i spiżarnię. Inna sprawa, że muffiny same w sobie też są triathlonowe - po pierwsze malinowe, po drugie z krówkowym nadzieniem, a po trzecie z masą białoczekoladową (która, nieskromnie powiem, zrobiła furorę). Gorzej, że po ich spożyciu jest się raczej o krok dalej od sportowej sylwetki.

No to jazda z przepisem!


Składniki

muffiny
  • 2 szklanki mąki
  • łyżeczka sody oczyszczonej
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • pół opakowania cukru waniliowego
  • szczypta soli
  • 1,5 szklanki malin
  • około 8 krówek
  • pół szklanki cukru
  • 1 jajko
  • pół szklanki oleju
  • pół szklanki mleka
krem
  • 2 białe czekolady (200g)
  • 1/4 kostki masła (50g)
  • 2 łyżki mleka
  • 1 żółtko


Wykonanie
  1. Dwie łyżki malin odłożyć - rozgnieść i zlać sok. Osączone maliny wymieszać z posiekanymi krówkami.
  2. Pozostałe owoce również rozgnieść, zasypać cukrem.
  3. Przygotować foremki na muffiny, a piekarnik nagrzać do 180 stopni.
  4. Wymieszać wszystkie mokre składniki i posłodzone maliny, a w drugim naczyniu wszystkie suche składniki.
  5. Połączyć części suchą i mokrą mieszając jak najkrócej.
  6. Wyłożyć po łyżce do foremki. Na środek położyć posiekane krówki wymieszane z malinami. Przykryć kolejną warstwą ciasta.
  7. Piec około 20 minut, studzić na kratce od piekarnika.
  8. Krem przygotować w kąpieli wodnej. Roztopić białe czekolady i masło z dodatkiem mleka. Dodać żółtko i od razu zmiksować. Nakładać jeszcze ciepły na muffiny za pomocą szprycy.
Smacznego!

środa, 11 lipca 2012

Muffiny z kremem bazyliowym (na ostro)

Hm, czyżby kolejne muffiny? Oczywiście! Te powstały z decykacją dla Gosi, która wprawdzie lubi słodkie, ale woli słone. 


Składniki:

muffiny:
  • 1,5 szklanki mąki
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • płaska łyżeczka soli
  • pół łyżeczki pieprzu
  • 1/3 szklanki posiekanych oliwek
  • 2/3 szklanki pokrojonych suszonych pomidorów
  • 1 jajko
  • pół szklanki zalewy (oliwy/oleju) z suszonych pomidorów
  • 2/3 szklanki mleka
  • posiekany rozmaryn
krem:
  • 250 g serka mascarpone
  • duża garść liści bazylii
  • 2 łyżeczki zielonego pesto
  • szczypta soli
  • szczypta pieprzu

Wykonanie:
  1. Piekarnik nagrzać do 180 stopni, przygotować foremki na muffiny.
  2. Wymieszać mąkę, proszek do pieczenia, sól i pieprz.
  3. W drugim naczyniu wymieszać roztrzepane jajko, olej z suszonych pomidorów, mleko i posiekany rozmaryn.
  4. Do suchych składników dodać mokre, dosypać pomidory oraz oliwki i wszystko wymieszać do połączenia. 
  5. Nałożyć do foremek i piec przez około 15 minut. Po tym czasie wyjąć z piekarnika i zostawić do ostudzenia.
  6. Przygotować krem. Bazylię drobno posiekać, dodać do mascarpone, zmiksować, popieprzyć i posolić do smaku. Na końcu dodać pesto i całość wymieszać. Nałożyć na wystudzone muffiny.
  7. Zjadać albo przechowywać w lodówce.

wtorek, 3 lipca 2012

Kocie muffiny z wisniami i bananami

Bo koleżanka kupiła kota. Przy tej okazji pojawiło się przynajmniej tyle emocji ile można zaobserwować przy narodzinach bliźniaków ;) Tak więc dziś przy kawie będziemy oglądać rudego Charliego, a do kawy potrzebne są ciastka (czyt. muffiny). Mimo upału!

Kotki z lukru angielskiego
Składniki:
  • 2 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • kopiasta szklanka wydrylowanych wiśni
  • 1,5 dużego lub 2 średnie banany
  • szklanka cukru
  • pół szklanki jogurtu naturalnego
  • jajko
  • pół szklanki oleju

Wykonanie:
  1. Wiśnie wymieszać z połową szklanki cukru.
  2. Piekarnik nagrzać do 180 stopni, przygotować papilotki.
  3. W misce wymieszać mąkę, sodę i sól.
  4. W drugim naczyniu rozgnieść banany. Dodać mokre składniki i resztę cukru, po czym dokładnie wymieszać.
  5. Mokre i suche składniki oraz wiśnie wymieszać aż do połączenia.
  6. Masę nałożyć do foremek.
  7. Piec przez 10 minut, po czym zmniejszyć temperaturę do 160 stopni i piec jeszcze 5 minut.
  8. Muffiny studzić w foremkach przez 5-10 minut, po czym wyłożyć na kratkę i zostawić do całkowitego wystudzenia.



czwartek, 31 maja 2012

Truskawki i rozmaryn. W muffinach oczywiscie.

Odkąd kupiłam rozmaryn w doniczce i zaczął się sezon na truskawki, jedno nie daje mi spokoju. Muffiny! Chodzą za mną, pukają w ramię, przypominają o sobie. A ja piszę magisterkę. I to tak całkiem na poważnie, bez przerw na pieczenie ciasta... aż do dziś ;)

Rozmarynowo-owocowy miks zapadł mi w pamięć kiedy w San Gimignano jadłam lody malinowo-rozmarynowe. Były ekstra! Właściwie wszystkie tamtejsze wyroby okazały się być pyszne. Nic dziwnego -  to podobno najlepsze lody na świecie. Nie byłabym jednak sobą gdybym mogła się nimi  delektować w 100%. Planując trasę dojazdu zapomniałam przewidzieć mojej choroby lokomocyjnej. A w Toskanii meandry. W lewo, w prawo, nawet na prostej były zakręty. Tak więc na miejscu bardziej chciałam zwracać niż pochłaniać. Mimo wszystko poświęciłam się dla dobra ludzkości i kupiłam na raty trzy porcje próbując obiektywnie je ocenić.


Mam nadzieję, że moje muffiny nie sprawią, że ktokolwiek będzie chciał zwracać.

Składniki:
  • 1,5 szklanki mąki
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szklanka drobno pokrojonych truskawek
  • szklanka ciemnego cukru Muscovado*
  • 1 jajko
  • pół szklanki oleju
  • pół szklanki mleka
  • 1 łyżeczka posiekanego świeżego rozmarynu

Wykonanie (muffinowo proste):
  1. Piekarnik nagrzać do 180 stopni, przygotować formę na muffiny (najlepiej papilotki, muffiny nie są bardzo zbite).
  2. Wymieszać mąkę i proszek do pieczenia.
  3. W drugim naczyniu wymieszać jajko i cukier.
  4. Dodać olej, rozmaryn i jeszcze raz, dokładnie wymieszać, a następnie dodać mleko i... wymieszać.
  5. Mokre składniki wlać do suchych, dosypać truskawki i wymieszać do połączenia składników.
  6. Nałożyć do foremek i piec 15-20 minut.

Smacznego!

*z małymi grudkami ciemnego cukru nie trzeba walczyć - dają potem miejscami fajny smaczek. A jeśli grudy są duże wystarczy włożyć do mikrofalówki ustawionej na małą moc (defrost albo słabiej) i pogrzać cukier przez kilka minut - wtedy łatwo się rozłupie

piątek, 18 maja 2012

Rabarbar, Amaretti i muffiny

Ciągle jestem myślami we Włoszech- może dlatego dziś prezentuję polsko-włoski set: rabarbar i ciasteczka Amaretti, które jak sądzę, są dostępne również u nas. Muffiny są dość wilgotne, a rabarbar jakoś się nie wybija, więc polecam spróbować także tym co za zielono-różowymi łodygami mniej przepadają. A kruszonka z ciasteczek fajnie chrupie!


Składniki:
  • 1 łodyga rabarbaru (można dać więcej)
  • pół szklanki cukru
  • 2 szklanki mąki
  • 1 szklanka pokruszonych ciasteczek Amaretti
  • 2/3 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2/3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 jajka
  • 2/3 szklanki mleka
  • 1/2 szklanki oleju
  • około 15 ciasteczek Amaretti na kruszonkę
Wykonanie:
  • Rabarbar obrać, pokroić w drobną kosteczę i zasypać cukrem. Odstawić na pół godziny.
  • Przygotować foremki na muffiny, piekarnik nagrzać do 180 stopni.
  • Wymieszać suche składniki: mąkę, pokruszone ciasteczka, proszek do pieczenia i sodę.
  • W drugim naczyniu wymieszać mokre składniki: roztrzepane jajka, olej i mleko.
  • Mokre składniki przelać do suchych, dodać rabarbar i wymieszać do połączenia składników (mogą zostać grudki).
  • Masą wypełniać foremki prawie do pełna, a na każdego z muffinów pokruszyć jedno ciasteczko.
  • Piec 15-20 minut, po wyjęciu z piekarnika studzić muffiny na kratce.
Najlepsze są parę godzin później. Smacznego!

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Muffiny cytrusowe

Jakoś ostatnio spodobał mi się zwyczaj zabierania ze sobą foremek na muffiny w podróż, tak na wszelki wypadek. Tym razem z zestawu skorzystałam w Neapolu - krainy cytryn (a więc i likieru Limoncello!), do której wkradły się również pomarańcze z Sycylii. Nic dziwnego, że efektem końcowym są muffiny cytrynowo-pomarańczowe. Z kremem mascarpone. Myślę, że z powodzeniem nadzienie albo krem można pominąć i zostać tylko przy jednej opcji. Ja skusiłam się na obie na raz.

A w Amalfi (okolice Neapolu) zza cytryn wyłaniają się karczochy. 
Składniki:

Muffiny:
  • 2 szklanki mąki
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 opakowania cukru waniliowego
  • 2/3 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki roztopionego masła
  • 1 jajko
  • szklanka mleka
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • sok wyciśnięty z 1 cytryny

Nadzienie:
  • około 3 łyżek cukru (w zależności od tego jak słodkie są pomarańcze)
  • 1/4 szklanki białego wina
  • 3 duże pomarańcze

Krem:
  • 250 g serka mascarpone
  • 5 łyżeczek cukru



Wykonanie:
  1. Jeśli decydujemy się na nadzienie dobrze jest zacząć od niego - na początek trzeba obrać pomarańcze, jak najdokładniej, a jeśli to możliwe także z wewnętrznych błonek.
  2. W rondelku lub na patelni wymieszać cukier z 1 łyżką wina i podgrzewać mieszając aż masa się skarmelizuje. Wtedy dodać resztę wina oraz pomarańcze. Podgrzewać aż do wyraźnego zgęstnienia masy. Zostawić do wystudzenia.
  3. Piekarnik nagrzać do 175 stopni, przygotować foremki na muffiny.
  4. Wymieszać mąkę, proszek do pieczenia i cukier waniliowy.
  5. W drugim naczyniu wymieszać roztrzepane jajko, masło, mleko, cukier oraz skórkę otartą z cytryny i wyciśnięty sok.
  6. Suche składniki wymieszać z mokrymi aż do połączenia frakcji (i nie dłużej). Grudkami nie należy się przejmować.
  7. Napełnić foremki ciastem do 1/3 wysokości. Na wylane ciasto wyłożyć masę pomarańczową, a na nią nałożyć kolejną warstwę ciasta.
  8. Muffiny piec około 20-25 minut, po upieczeniu zostawić na 5 minut w foremkach, a później studzić na kuchennej kratce.
  9. Krem przygotowuje się najprościej na świecie - serek mascarpone trzeba utrzeć z cukrem. Ja robiłam to ręcznie, ale gdybym tylko mogła, użyłabym miksera. Gotowy krem wyłożyć na ostudzone muffiny.
Smacznego!



poniedziałek, 26 marca 2012

Muffiny najezone Lentilkami

Ależ to była frajda upiec w Czeskiej Pradze muffiny z Lentilkami! Zakup tych cukierków wiąże się właściwie z każdym przejazdem przez Czechy lub Słowację. Właśnie, przejazdem. W końcu po raz pierwszy udało mi się odwiedzić Czechy celowo, właściwie to celowo odwiedzić Rutkę i wypić z nią czeskie piwo. Tak się składa, że te trzy wydarzenia były nierozłączne, na co absolutnie nie narzekam. Zostałam bardzo profesjonalnie oprowadzona po mieście (za co baaaaardzo dziękuję!), chociaż przydałby się przycisk delete kasujący innych turystów, zwłaszcza tych na Moście Karola.

Jak widać na zdjęciu, życie Pragi (zwłaszcza Mostu Karola) usłane jest turystami.

Ale przejdźmy do muffinów. Oprócz, że lentilkowe są też trochę bananowe, a na górze siedzi krem z mascarpone i gorzkiej czekolady. I jak na muffiny przystało są proste w wykonaniu :)


Składniki:

Muffiny:
  • 2 szklanki mąki
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 jajko
  • 1 duży, dojrzały banan
  • 1/2 szklanki oleju
  • 2/3 szklanki mleka
  • 3 łyżeczki cukru waniliowego
  • 2/3 szklanki cukru

Krem:
  • 250 g serka mascarpone
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady
  • 1/3 szklanki mleka
  • 1/3 szklanki cukru
  • duże opakowanie Lentilków


Wykonanie:
  1. Piekarnik nagrzać do 180 stopni, przygotować foremki na muffiny.
  2. Banana rozgnieść widelcem, dodać jajko i roztrzepać.
  3. Dolać mleko oraz olej, dosypać cukier i cukier waniliowy. Całość mieszać do momentu kiedy rozpuści się większość cukru.
  4. W drugiej misce wymieszać mąkę i proszek do pieczenia.
  5. Mokre składniki dodać do suchych i wymieszać do połączenia się obydwu frakcji.
  6. Nakładać do foremek i piec około 15-20 minut do suchego patyczka.
  7. W międzyczasie do miseczki połamać czekoladę, wlać mleko i wsypać cukier. Całość rozpuścić w kąpieli wodnej i zostawić do wystudzenia.
  8. Czekoladową masę wymieszać z serkiem mascarpone, najlepiej mikserem, ale i bez niego da się obejść.
  9. Krem nakładać na wystudzone muffiny i oblepiać Lentilkami!
I na koniec wielkanocny zwiastun!

czwartek, 22 grudnia 2011

Muffinki choinki - czekolada i pomarańcze

Muszę się przyznać, że sam pomysł na choinkowe muffiny wypatrzyłam gdzieś na Durszlaku, ale od razu bardzo mi się bardzo spodobał. Chciałam żeby również w smaku były świąteczne, ale korzenne przyprawy już mi się trochę  przejadły. Pomyślałam o gorzkiej czekoladzie w połączeniu z pomarańczami, a dokładniej pomarańczowymi choinkami. Wyszło trochę wytrawnie.



Składniki:

ciasto
  • 400g mąki
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 kopiaste łyżki kakao
  • 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 250 g cukru
  • 2 jajka
  • 150 ml maślanki (myślę, że można zastąpić mlekiem)
  • 200 ml mleka
  • 150 ml oleju
  • posiekana tabliczka gorzkiej czekolady
krem
  • pół paczki budyniu waniliowego
  • 4 łyżki cukru
  • 1 łyżka mąki
  • skórka otarta z dwóch pomarańczy
  • sok wyciśnięty z dwóch pomarańczy
  • kostka margaryny
  • 2 żółtka 
  • zielony barwnik spożywczy
  • cukier puder
do ozdoby
  • kolorowa posypka
  • srebrne perełki


Wykonanie:
  1. Przynajmniej dwie godziny przed pieczeniem  muffinów (można dzień wcześniej) zacząć przygotowanie kremu - wyciśnięty sok z pomarańczy dopełnić wodą lub mlekiem do 250 ml i przelać do rondelka. 
  2. Do soku wsypać budyń, mąkę oraz cukier i dobrze wymieszać. Podgrzewać aż do zagotowania, dodać skórkę i gotować jeszcze pół minuty mieszając.
  3. Zdjąć z ognia i zostawić do całkowitego wystygnięcia. Margarynę wyjąć z lodówki żeby zdążyła się ogrzać.
  4. Czas na muffiny. Nagrzać piekarnik do 180 stopni, przygotować formę.
  5. Wymieszać suche składniki: mąkę (i pszenną, i ziemniaczaną), kakao, proszek do pieczenia, sodę i sól.
  6. W osobnym naczyniu wymieszać rozbełtane jajka, mleko, maślankę, olej i cukier. Mieszaninę przelać do suchych składników, dodać posiekaną czekoladę.
  7. Wszystko wymieszać aż do połączenia obydwu części.
  8. Masę rozłożyć do foremek i piec 15-20 minut. Po upieczeniu studzić na kratce od piekarnika.
  9. Wracając do kremu: margarynę ubić z żółtkami. Po trochu dodawać wystudzony budyń ciągle miksując.
  10. Dodać barwnik spożywczy i cukier puder do smaku (ja dodałam 4 łyżki) dalej ubijając.
  11. Dobrze jest zostawić krem na jakiś czas w lodówce żeby stężał.
  12. Krem nakładać na wystudzone muffiny formując coś na kształt choinek ;)
  13. Posypać kolorową posypką i umieścić perełki na szczytach choinek.
Wesołych Świąt!

środa, 7 grudnia 2011

Pijane muffiny kasztanowe

Z racji dłużego pobytu mojego Konrada na włoszczyźnie (czyt. włoskiej obczyźnie) raz na jakiś czas trafiają mi się rarytasy w stylu mąki kasztanowej w ludzkiej cenie. Nie do końca wiedziałam co zrobić z połową kilograma takiej mącznej przyjemności. A jak się nie wie co zrobić? Piecze się muffiny :)
Kasztanowe są dość specyficzne w konsystencji - nieco mączyste, a na górze są popękane i chrupiące. I chyba stałam się fanką jabłkowo-rumowych rodzynek, które siedzą w środku.



Składniki:
  • 2 szklanki mąki kasztanowej (jeśli ktoś woli mniej mączystą wersję, proponuję wymieszać pół na pół ze zwykłą, pszenną mąką)
  • 1/2 szklanki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno (na prawdę polecam - nadaje smaku)
  • 1/2 szklanki mleka
  • 1 jajko
  • 1/2 - 2/3 szklanki cukru trzcinowego (ja zrobiłam z 3/4 szklanki cukru - są baaardzo słodkie)
  • 1 łyżka miodu
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2/3 szklanki rodzynek
  • pół szklanki soku jabłkowego
  • 5 łyżek białego rumu
  • 2 plasterki imbiru
Wykonanie:
  1. Rodzynki wsypać do rondelka, zalać sokiem i rumem, dodać imbir.
  2. Podgrzewać aż do zagotowania od czasu do czasu mieszając.
  3. Zdjąć z ognia i odstawić na 5 minut.
  4. Przygotować foremki na muffiny (polecam blachę z dołkami i papilotki, bo muffinki są z tych co lubią się kleić).
  5. Nagrzać piekarnik do 180 stopni.
  6. Namoczone rodzynki odcedzić (i nie wylewać płynu!), wyjąć imbir.
  7. W misce wymieszać przesianą mąkę, proszek do pieczenia i sodę.
  8. W drugim naczyniu dokładnie wymieszać olej, mleko, jajko, cukier, miód i niecałe pół szklanki odcedzonego od rodzynek płynu (w miarę wystudzonego).
  9. Mokre składniki wlać do suchych, dodać rodzynki i dokładnie wymieszać.
  10. Nakładać do foremek, piec 10 minut, po czym zmniejszyć temperaturę do 160 stopni i piec jeszcze 5 minut.
  11. Muffiny studzić jeszcze kilka minut (3-5) w formie, a następnie wyjąć na kratkę od piekarnika.
Przy okazji w oleju rzepakowym i mleku znalazłam trochę słońca ;)
Życzę wszystkim zapachu prażonych kasztanów w domu, właśnie takiego jaki teraz mam u siebie!

PS. to już trochę nie to samo, ale myślę, że można pokusić się o realizację tego przepisu z udziałem zwykłej, pszennej mąki.

piątek, 4 listopada 2011

Muffiny czekoladowo-bananowe z masłem orzechowym

Znowu będziesz coś pitrasić? Zapytała mnie dziś babcia patrząc na czekolady leżące na blacie w kuchni. Oczywiście było to pytanie retoryczne, bo wiadomo, że będę.

Uwielbiam połączenie bananów i masła orzechowego, na przykład na kanapkach. Czasami dodaję do nich polewę czekoladową albo nutellę. Dlatego kiedy już pierwszy raz piekłam bananowe muffiny Liski pomyślałam o tym, że fajnie by było połączyć je z orzeszkami ziemnymi.

I oto są!


Składniki:
  • 4 średnie dojrzałe banany
  • 1/3 szklanki cukru
  • 1/3 szklanki cukru trzcinowego
  • 1/2 stopionej kostki masła
  • 1/4 szklanki mleka
  • 1 jajko
  • 1,5 szklanki mąki
  • 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
  • 1 1/2 łyżeczki sody
  • szczypta soli
  • 80 g posiekanej mlecznej czekolady
  • 80 g posiekanej gorzkiej czekolady
  • kilka łyżeczek masła orzechowego
  • garść solonych orzeszków ziemnych 



    Wykonanie:
    1. Piekarnik nagrzać do 175 stopni.
    2. Wymieszać rozgniecione (np. tłuczkiem do ziemniaków, można też użyć widelca) banany, cukier, masło, kawę, mleko i jajko.
    3. W innym naczyniu wymieszać mąkę, sól i sodę.
    4. Do suchych składników dodać mokre składniki oraz czekoladę i wymieszać.
    5. Wypełnić formę mufinową masą do 3/4 wysokości formy.
    6. W każdego muffina wetknąć pół łyżeczki masła orzechowego (można więcej) i przybrać orzechami.
    7. Piec około 20 minut, do czasu aż drewniany patyczek wbity w środek mufina, będzie suchy.
    8. Kiedy się upieką, wyjąć z formy i studzić na kuchennej kratce.
    Smacznego!

    środa, 26 października 2011

    Muffiny dla (greckich) miesozercow

    Bez dłuższego wstępu przedstawiam muffiny na słono. Z kurczakiem, fetą, oliwkami i rozmarynem. Są sycące, aromatyczne i mam nadzieję, że całkiem zdrowe. Litania składników jest dość długa, ale warto nie pomijać żadnego (zwłaszcza świeżego rozmarynu!).


    Składniki:

    frakcja mięsna:
    • 350 g piersi kurczaka
    • ocet balsamiczny
    • 1-2 ząbki czosnku
    • suszony tymianek
    • oliwa z oliwek (albo olej)
    frakcja sucha:
    • 2 szklanki mąki
    • 1,5 łyżki siemienia lnianego (będzie miało co chrupać)
    • 4-5 łyżek płatków owsianych (wchłoną wodę, którą puszczą mięso i feta)
    • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
    • 1/2 łyżeczki sody
    farakcja wilgotna:
    • 90 g posiekanych oliwek
    • 130 g pokruczonego sera typu feta
    • posiekany świeży rozmaryn
    frakcja mokra:
    • pół szklanki oleju
    • szklanka mleka
    • 4 łyżki octu balsamicznego
    • 2 jajka
    • łyżeczka soli



    Wykonanie:
    1. Piersi kurczaka umyć, oczyścić i pokroić na drobne kawałki. Do mięsa wycisnąć czosnek, posypać tymiankiem, zalać oliwą i octem balsamicznym tak żeby marynata oblepiła kawałki. Odstawić na minimum pół godziny, można też wstawić na noc do lodówki.
    2. Piekarnik nagrzać do 210 stopni.
    3. W dużej misce wymieszać wszystkie suche składniki. W osobnym naczyniu połączyć mokre.
    4. Do suchych składników dodać mokre, wilgotne (ser, oliwki i rozmaryn) oraz kawałki kurczaka. Wszystko wymieszać łyżką aż do połączenia.
    5. Nakładać do muffinowych foremek - silikonowych lub do papilotków w formach.
    6. Piec 10 minut w 210 stopniach, potem kolejne 10 w 180 stopniach.
    7. Po wyjęciu z pieca wyjąć z foremek i studzić na kratce.
    Muffiny powinny być przyrumienione i chrupiące na górze. Najsmaczniejsze są jeszcze ciepłe, ale następnego dnia też mają swój urok.

    Smacznego!

    środa, 19 października 2011

    Chrupiace muffiny limonkowe

    Idę sobie, idę, a tu limonki za 3 złote za kilogram. Nie miałam pomysłu co z nimi zrobić, ale kupiłam. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wszystkie nieokreślone plany kulinarne kończą się muffinami. Tak oto powstały w wersji limonkowej, z kremem (zainspirowanym lemon curd od Liski). Są puszyste w środku, mają chrupiącą skórkę i ładnie pachną.

    Składniki:

    Ciasto:
    • 2 szklanki mąki
    • łyżeczka proszku do pieczenia
    • łyżeczka sody oczyszczonej
    • skórka starta z trzech limonek
    • 1/3 szklanki ciemnego cukru muscovado
    • 1/3 szklanki zwykłego cukru
    • 2 jajka
    • pół szklanki jogurtu
    • pół szklanki stopionego masła
    • chlust mleka 

    Krem:
    • 3/4 szklanki soku z limonek (z około 7 limonek)
    • szklanka cukru pudru 
    • 3 jajka
    • 5 łyżek masła pokrojonego na małe kawałeczki


    Wykonanie:
    1. Na początek idzie krem. Wszystkie składniki umieścić w garnku z grubym dnem i mieszając poczekać aż masa zacznie bulgotać (mniej więcej wtedy kiedy zacznie gwałtownie gęstnieć). Trzymać na małym ogniu około 5 minut cały czas mieszając. Następnie zdjąć z ognia i przetrzeć przez sito. Podczas stygnięcia krem będzie gęstniał.
    2. Rozgrzać piekarnik do 180 stopni.
    3. Wymieszać suche składniki: mąkę, proszek do pieczenia, sodę i skórkę otartą z limonek.
    4. Cukier (oba rodzaje) wymieszać z jeszcze ciepłym, roztopionym masłem aż do częściowego rozpuszczenia. Nie trzeba walczyć z małymi grudkami ciemnego cukru, będą ładnie wyglądały ;)
    5. Do masła i cukru dodać jogurt i jajka. Dokładnie wymieszać.
    6. Mokre składniki dolać do suchych, połączyć łyżką. Ciasto jest dosyć gęste, ale jeśli okaże się za bardzo zbite, można dolać trochę mleka (ja dodałam około 1/4 szklanki).
    7. Ciasto nakładać do foremek (silikonowych lub do papilotków w zwykłych formach), na początku jedną część tak żeby przykryć dno. Na ciasto nakładać po łyżeczce kremu limonkowego i przykryć kolejną warstwą ciasta.
    8. Piec około 15-20 minut w zależności od wielkości muffinów. Ciasto mocno rośnie, ale raczej nie cieknie (przez swoją gęstość).
    9. Studzić przez chwilę w formie, potem na kratce od piekarnika. 
    10. Ponieważ kremu cytrynowego jest stanowczy nadmiar, można go wykorzystać do smarowania  muffinów. Oczywiście posmarowane (albo i nie posmarowane) należy jak najszybciej zjeść!
     Smacznego!

    Oczywiście limonki można zastąpić cytryną.

    niedziela, 9 października 2011

    Jak sliwka w ulep czyli muffiny a la sliwka w czekoladzie

    Jakiś czas temu kolega poczęstował mnie śliwką w czekoladzie. Tak wyszło, że po raz pierwszy zainteresowałam się tym, w jakiej formie jest owoc ukryty w środku cukierka. Śliwka suszona? Nieee... W tym miejscu poratował mnie skład podany przez producenta. Otóż jest kandyzowana!

    Zapragnęłam zrobić własne śliwki w czekoladzie od samego początku. Zaczęłam więc od kandyzowania owoców i na tym etapie zatrzymałam się na dłużej. Nie spodziewałam się, że śliwki zatopione w słodkim ulepie będą takie dobre! Nawet nie dorastają do pięt tym zamkniętym w cukierku.
    Bardzo łatwo jest zrobić kandyzowane śliwki korzystając z tego przepisu. Na początek wypróbowałam wszystko na jednym kilogramie owoców, potem na trzech i myślę, że takie 2-3 kg to idealna ilość żeby zmieściło się spokojnie w jednym garnku, starczyło na jakieś ciasto, do podjedzenia i na jakieś słoiczki na później.

    Pierwszym zastosowaniem kandyzowanych śliwek okazały się być wcale nie cukierki, ale muffiny. Mało to zaskakujące. Poza tym od konwencji daleko nie odbiegłam, bo muffiny były w stylu śliwek w czekoladzie.

    Składniki:
    • 1,5 szklanki kandyzowanych śliwek w zalewie (ulepie
    • 2 jajka
    • pół szklanki oleju
    • 2 szklanki mąki
    • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
    • 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
    • 2 łyżki kakao
    • szczypta soli
    • łyżka rumu
    • pół szklanki mleka
    • połamana czekolada z nadzieniem marcepanowym albo migdałowym (wychodzi na to samo - dla mnie super jest czekolada migdałowa Wedla) - kawałki muszą być dość duże, bo czekolada z nadzieniem szybko się rozpływa!

      Oczywiście zdjęcia muffinów nie wyszły, bo jak już się wgryzłam w wypieki, zapomniałam o Bożym Świecie ;)

      Wykonanie:
      1. Nagrzać piekarnik do 180 stopni Celsjusza. 
      2. Śliwki pokroić na mniejsze kawałki, wraz z zalewą zmieszać z jajkami i zmiksować (jeśli ktoś się obawia, że mikser nie da rady, można zmiksować samą zalewę z jajkami, a pokrojone śliwki dodać potem).
      3. Dodać olej i miksować dalej.
      4. W drugim naczyniu wymieszać suche składniki: mąkę, kakao, sól, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną.
      5. Do suchych składników dodać mleko oraz zmiksowane składniki: śliwki z jajkami i olejem. Mieszać dopóki składniki się nie połączą. 
      6. Na koniec dodać rum oraz połamaną czekoladę i delikatnie wymieszać.
      7. Całość układać w papilotkach i formach albo w silikonowych foremkach.
      8. Piec około 15 minut.

      niedziela, 25 września 2011

      Muffiny razowo-dyniowe z miodem i bakaliami

      ...czyli dynia po raz setny!
      Kiepsko się czułam, więc muffiny chodziły mi po głowie już od kilku godzin. Do tego na Facebooku przeczytałam wpis koleżanki o ciastkach z dynią i bakaliami. W lodówce już trochę za długo stało puree z dyni, a ja pragnęłam imbiru i suszonych fig. Pomógł Wujek Gugl (dokładniej znalazł to) i tak oto prezentuję przepis na muffiny, którymi zajadam się już od godziny!

      Składniki:

      • 1/2 szklanki pokrojonych suszonych fig
      • 1/2 szklanki rodzynek
      • 1 i 1/2 szklanki pszennej mąki razowej
      • 1/2 szklanki białej (zwykłej) mąki pszennej 
      • 1/2 szklanki brązowego cukru
      • 1 łyżeczka cynamonu
      • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
      • łyżeczka startego imbiru
      • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
      • 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
      • szczypta soli
      • 2 jajka
      • 1 szklanka puree z dyni
      • 1/2 szklanki oleju
      • 2 łyżki miodu
      • posiekane orzechy włoskie 
        
      Wykonanie:
      1) Zagotować wodę, a piekarnik nagrzać do 180 stopni Celsjusza. 
      2) Wrzącą wodą zalać rodzynki (tak żeby przykryła wszystkie), pozostawić żeby mogły napęcznieć. 
      3) Wymieszać suche składniki: mąkę, cukier, cynamon, gałkę, starty imbir, proszek do pieczenia, sodę i sól.
      4) Do suchych składników wbić jajka, dodać puree z dyni, olej i miód. Wymieszać łyżką.
      5) Odsączyć rodzynki i wraz z figami dodać do ciasta. Wymieszać.
      6) Ciasto nakładać do foremek (proponuję silinkonowe, albo zwykłe wyłożone papilotkami) do 2/3 ich wysokości.
      7) Muffiny posypać orzechami włoskimi.
      8) Piec przez około 18 minut dopóki nie będą sprężyste (będą wracać do pierwotnego kształtu po naciśnięciu), standardowy suchy patyczek pewnie też pomoże. Studzić w foremkach.  


      Smacznego! Om nom nom nom 

      sobota, 10 września 2011

      Ciasteczka dyniowe bez obrazkow, ale z czekolada

      Moja spożywcza dokumentacja wizualna musi niestety trwać w zawieszeniu, bo aparat tkwi od jakiś trzech tygdoni w naprawie. Z przetwarzaniem produktów spożywczych przerw już nie miałam, tylko nieco inne (podróżnicze) pisanie mnie zajmowało.

      Jako że zapowiadałam wszystko z dyni, dziś przedstawiam ciasteczka dyniowe z czekoladą. Bazę do przepisu zassałam stąd (Thanks to Ben).

      Składniki:
      • 5 szklanek mąki
      • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
      • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
      • 3 łyżeczki cynamonu
      • 1 łyżeczka gałki muszkatołowej
      • 1 łyżeczka kakao
      • 1/2 łyżeczki soli
      • 1 i 1/4 szklanki białego cukru
      • 1 i 1/4 szklanki cukru trzcinowego
      • cukier wanilinowy
      • 1 szklanka oleju
      • 2 jajka
      • około 3 szklanek puree z dyni (nieco ponad 800 g - zależy od gęstości puree)
      • 3 czekolady - 1 biała, 1 mleczna i 1 gorzka


      Na sam początek - może to całe puree brzmi jak dużo niepotrzebnej pracy, ale warto sobie uświadomić, że robi się je tylko raz, a potem można zasłoiczkować albo zamrozić i zużywać przez pół roku. A świeża dynia ma w sobie za dużo wody.

      Przepis:
      1) Nagrzać piekarnik do 180 stopni.
      2) Rozłożyć papier do pieczenia na blasze.
      3) Posiekać czekoladę (białą nieco grubiej, bo się szybciej rozpłynie w piecu).
      4) Wymieszać suche składniki: mąkę, proszek do pieczenia, sodę, cynamon, gałkę muszkatołową, kakao i sól.
      5) Zmiksować cukier, cukier wanilinowy, olej i jajka.
      6) Dodać puree z dyni oraz suche składniki do tych zmiksowanych.
      7) Zmiksować. Jeśli ciasto wydaje się zbyt rzadkie (moje było z powodu rzadkiego puree), można dodać trochę mąki.
      8) Dodać czekoladę i wymieszać.
      9) Za pomocą 2 łyżeczek układać na papierze do pieczenia.
      10) Piec około 10-12 minut do suchego patyczka.

      Ponieważ ciastek wychodzi strasznie dużo, można podzielić ilość składników przez dwa.
      Z tej samej masy można też upiec muffiny (ciastka nie wiedzieć czemu smakują jednak lepiej;). Muffiny piekły się trochę dłużej, nieco ponad 15 minut.

      Smacznego!

      czwartek, 21 lipca 2011

      Muffinowe czekolekarstwo

      Jeszcze niedawno myślałam, że umrę na morderczy ból wszystkiego. Tak się jednak złożyło, że znalazłam przepis, który mnie praktycznie wyleczył ;) Najbardziej przyciągnęło mnie wizualne podobieństwo wypieku do muffinów z piekarni Lubaszki, które wsuwam praktycznie co drugą sobotę po drodze do pracy w Koperniku. I są pyszne.


      W migdałach i czekoladzie, które są głównymi bohaterami receptury, można doszukiwać się licznych prawie-uzdrawiających składników. Orzechy dostarczają całkiem sporo witaminy B2, a czekolada magnezu. Obydwa te składniki ponoć pomagają walczyć ze stresem. Migdały są też źdródłem wapnia i nienasyconych kwasów tłuszczowych, a czekolada dorzuca od siebie jeszcze potas i witaminę E (wapń z resztą również).
      Poza tym zjedzenie takiego ciastka dostarcza ogromnej ilości endorfin - hormonów szczęścia!
      O niezdrowych aspektach może nie będę wspominać ;)


      Wyleczona mogę spisać przepis, jak zwykle nieco zmodyfikowany.

      Składniki

      1 jajko
      1/3 szklanki drobnego cukru
      1 szklanka i 1 łyżka mąki
      2 łyżki kakao
      płaska łyżeczka sody oczyszczonej
      pół łyżeczki proszku do pieczenia
      pół opakowania cukru wanilinowego
      60g roztopionego i ostudzonego masła
      3 łyżki kefiru
      50g czekolady gorzkiej, posiekanej
      50g posiekanych migdałów
      M&Msy (opcjonalnie)

      Przygotowanie

      1) Piekarnik nagrzać do 200 stopni.
      2) Stopić masło.
      3) Jajka ubić z cukrem i cukrem wanilinowym.
      4) W misce wymieszać suche składniki.
      5) Do suchych składników dodać ubite jajka z cukrem, wystudzone masło i kefir.
      6) Energicznie wymieszać - jak to w przypadku muffinów, nie należy się przejmować grudkami.
      7) Dodać czekoladę i orzechy. Wymieszać.
      8) Ciasto nakładać do foremek wyłożonych papilotkami, na wierzchu ułożyć m&msy.
      9) Piec 10 minut w 200 stopniach, potem zmniejszyć temperaturę do 180 i piec jeszcze 10-15 minut, do suchego patyczka ;)

      Smacznego!

      PS. Kolejnym powodem, dla którego spodobał mi się ten przepis było gęste ciasto, które może unieść M&Msy. Na wszelki wypadek na każdego muffinka położyłam tylko po kilka, ale możecie być pewni, że po dzisiejszym udanym teście powstaną jeszcze ciastka najeżone M&Msami ;)

      wtorek, 19 lipca 2011

      Krowki, maliny i Afganistan

      Krążą plotki, że Afgańczycy zakochali się w polskich krówkach. Podobno w tych kruchych, nie ciągutkach, ale tylko dlatego, że te drugie nie dojeżdżają do Agfanistanu - wszak żeby krówka się ciągnęła musi być świeża. Na spróbowanie obydwu rodzajów cukierków Afgańczycy mogą jednak mieć nadzieję, bo miejscowi "przedsiębiorcy" ponoć dość intensywnie podrabiają krówki z Milanówka. Nie wiem z jakim skutkiem.

      Trudno powiedzieć co było przyczyną a co skutkiem, ale w związku z afgańską miłością, polscy żołnieże rozdają cukierki w moro-papierkach miejscowym, tak dla zacieśnienia więzi ;) Jak można przeczytać na połowie portali informacyjnych, z tego powodu MON zamówiło 10 ton krówek za równowartość 200 tysięcy złotych.
      U mnie w domu by się nie zmarnowały.



      Aby uczcić kolejny element polskiej kultury w kolejnym zakątku świata, skorzystałam (nikogo to nie zdziwi) z przepisu Liski. Połączyłam w nim krówki (z Milanówka!) z malinami, których ekspansję można obserwować niekoniecznie w Afganistanie, ale z pewnością pod Halą Banacha.
      Przepis sam w sobie nieco zmieniony - głównie po to żeby zagęścić ciasto.


      Składniki
      • 2 jajka
      • 1/3 szklanki cukru trzcinowego
      • 4 łyżki płatków owsianych 
      • szklanka i 2 łyżki mąki pszennej
      • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
      • 200 g jogurtu naturalnego lub kefiru
      • 80 g stopionego masła
      • 180 g krówek, bardzo drobno posiekanych
      • 1/3 pojemnika malin
      Wykonanie

      1) Jajko wymieszać w misce z cukrem, jogurtem i masłem.
      2) Dodać mąkę, płatki owsiane i proszek. Wymieszać.
      3) Dodać połowę krówek, połączyć z masą.
      4) Wsypać maliny i delikatnie wymieszać.
      5) Piekarnik nagrzać do 180 st C.
      6) Masą wypełniać foremki maksymalnie do 2/3 ich wysokości .
      7) Na wierzch wsypać resztę krowek i wstawić do piekarnika na 30-35 minut.
      Muffinki powiny być złocisto-brązowe.

      poniedziałek, 4 lipca 2011

      Rady na zla pogode

      Co się robi jak pada deszcz? Piecze się muffiny! Jak to zwykle bywa w przypadku muffinów, inspiracją był blog Liski. Tym razem padło na miodowo-krówkowe z jagodami. Po konradowemu można je nazwać muffinami z "komorą jagodową" ;)
      To co najbardziej mnie w nich urzekło to połączenie zapachu krówek i chrupkości płatków owsianych. Najlepiej je zjeść w dniu pieczenia - jeszcze ciepłe były mistrzowskie.

      A to składniki:
      Płatki jęczmienne to opcjonajlny dodatek, ale ich smak jakoś mi się tam wpasował ;)

      A co po zebraniu wszystkich składników?

      1) Piekarnik nagrzać do 180 st C. Formę do mufinków wyłożyć papierowymi papilotkami (lub posmarować masłem i oprószyć mąką lub bułką tartą) - ja jak zwykle wyrażę uwielbienie dla silikonowych foremek, z którymi nie trzeba robić absolutnie nic!

       2) Masło, miód i krówki umieścić w garnuszku i podgrzać do czasu, aż wszystkie składniki się połączą. Radzę ustawić możliwie najmniejszy ogień i dość często mieszać.

       3) W misce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia, płatki owsiane i jęczmienne, cukier puder.

       4) Jajka roztrzepać widelcem, połączyć ze śmietaną.

       5) Do miski z suchymi składnikami najpierw wlać śmietanę z jajkami, następnie składniki z garnuszka. Wymieszać łyżką. W masie mogą być grudki, nie należy się tym przejmować.

       6) Masę wlewać do dołków w formie do 1/3 wysokości. Do każdego dołka włożyć trochę konfitury jagodowej (ja pakowałam po całej łyżeczce). Dobrze jest wycelować w środek, tak żeby podczas pieczenia nie wypłynęło za dużo konfitury i powstała wspomniana "komora".
      Na wierzch położyć resztę masy.

       7) Wstawić do piekarnika i piec ok. 20 minut. Wierzch powinien być rumiany, a mufinki w środku miękkie. Mogą się piec nawet do 30 minut.

       8) Po upieczeniu przestudzić kilka minut w formie, następnie wyjąć na kucheną kratkę.

      Smacznego!