Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 kwietnia 2014

Sernik marchewkowy

Ile piekarek/piekarzy (dżender!) tyle ciast marchewkowych. Prawie każdy ma swój przepis. A nawet jeśli kilka osób posiada podobny, dałabym sobie rękę uciąć, że w różnych piekarnikach efekt wyszedłby zupełnie inny. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że ciasto z marchewką chyba zawsze jest smaczne i do tego zachowuje pozory bycia zdrowym.


My pieczemy swoje na Boże Narodzenie ("bo takie trochę cynamonowe") i na Wielkanoc ("bo takie marchewkowe"), a prawdziwym powodem jest fakt, że to ulubione ciasto chrześniaka mojej mamy.

Moją ulubioną wersją przepisu jest ciasto pokryte kremem z kremowego serka, ale najczęściej powstaje wersja z cytrynowym lukrem, bo najszybciej i trochę kwaśniej. W tym roku postanowiłam zapobiec cytrynowemu polukrowaniu i pokryć ciasto serem w sposób nierozłączny. W zasadzie wyszło na to, że więcej tu tej drugiej, serowej części. Pomysł podsunęła mi moja kuzynka, Marta.

Tak powstał marchewkowy sernik!


Składniki (na dużą blachę):

Marchewkowy spód
  • 4 jajka
  • 1,5 szklanki cukru
  • 3/4 szklanki oleju
  • 1-2 łyżki cynamonu
  • 2 szklanki mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 3 szklanki startej marchewki (często mieszam z jabłkiem i być może wychodzi trochę więcej ;) )
  • dodatkowo można przygotować posiekane orzechy włoskie albo rodzynki (1/2-1 szklanka)
  • bułka tarta i odrobina tłuszczu do wysmarowania formy
Sernik
  • 1 kg mielonego twarogu
  • 4 jajka
  • 1 i 1/4 szklanki cukru pudru
  • opakowanie cukru waniliowego
  • 2 łyżki mąki
  • 1 szklanka startej marchewki
Wykonanie
  1. Dużą blachę do pieczenia wysmarować tłuszczem i wysypać bułką tartą. Piekarnik nagrzać do 180 stopni Celsjusza.
  2. Zaczynamy od spodu. Cztery jajka, olej, cynamon i cukier miksować przez chwilę.
  3. Dodać mąkę, proszek do pieczenia i sodę. Miksować dalej, do wymieszania składników.
  4. Następnie dodać marchewkę i dokładnie wymieszać, ale nie miksować!Jeśli chcecie dodać rodzynki albo orzechy to właśnie ten moment. Całość wylać do przygotowanej blachy.
  5. Czas na sernik. Twaróg, cztery jajka, cukier puder i cukier waniliowy dokładnie zmiksować. Dodać 2 łyżki mąki i zmiksować raz jeszcze, do połączenia składników.
  6. Następnie wsypać marchewkę, znów dokładnie wymieszać, Zapominalscy mogą jeszcze dodać rodzynki do sernika. Całość wylać na gotowy, marchewkowy spód.
  7. Piec przez godzinę, następnie zostawić na przynajmniej 20 minut w gorącym, wyłączonym piekarniku. Później studziłam ciasto przy lekko uchylonych drzwiczkach. Chociaż wszyscy znają tę prawdę, że co piekarnik to inne obyczaje :)
Smacznego wielkanocnego!

wtorek, 27 sierpnia 2013

Tort z krzaka

Nie wiem skąd mój kulinarny powrót - czy z powodu trzech tygodni urlopu czy jednak przez superdobry tort, który zjadłam na weselu koleżanki. W sumie jedno nie wyklucza drugiego.

Wracając do weselnego tortu - rdzeń konstrukcji stanowił waniliowy biszkopt, który przełożono łagodnym kremem jagodowym z cienką warstewką konfitury porzeczkowej. Przynajmniej tak wydedukowałam grubo po północy. Kwaśna konfitura przyjemnie przegryzała się przez łagodną całość. Wzięłam drugą porcję.

Trochę to dziwne, bo na ogół bardziej kuszą mnie torty czekoladowe, waniliowe, kawowe, ogółem mniej kwaśne. Być może się starzeję i przy tej okazji aktywują się geny mojego taty, który wypija hektolitry napojów cytrynowych i pożera tonami mniej dojrzałe owoce.


Z tego wszystkiego wyszedł zestaw: jeżyny + maliny + agrest. Do tego mięta jakbyśmy mało ochłody mieli tego lata. Wszystko z krzaka.


Składniki:
  • biszkopt (o średnicy około 20-22 cm) z ulubionego przepisu (ja bardzo lubię ten)
  • 1/4 słoiczka konfitury malinowej i 3/4 słoiczka konfitury agrestowej lub kandyzowanego agrestu
  • około 400 g owoców na wierzch: malin i jeżyn (jakbym miała dodałabym też świeży agrest)
  • 1/2 opakowania galaretki agrestowej
... a do tego:

Krem:
  • 300 g bitej kwaśnej śmietany kremówki
  • łyżka cukru pudru
  • łyżka żelatyny
  • garść liści mięty
Do nasączenia:
  • po jednej torebce czarnej herbaty i mięty
  • łyżka ciemnego rumu
Wykonanie:
  1. Upiec biszkopt i zostawić do wystudzenia.
  2. Zaparzyć szklankę mocnej herbaty z obydwu torebek (ciemnej i mięty). Zostawić do wystudzenia. Kiedy nie będzie już taka gorąca, można dodać łyżkę rumu.
  3. Łyżkę żelatyny zalać 1/4 szklanki gorącej wody, rozpuścić i też zostawić do wystudzenia.
  4. Galaretkę zalać 3/4 szklanki wrzątku, wymieszać i wystudzić.
  5. Wystudzony biszkopt rozkroić na trzy blaty. Spodnią część nasączyć 1/3 szklanki herbaty z rumem.
  6. Konfiturę malinową wymieszać z 1/4 słoiczka konfitury agrestowej. Taką mieszanką posmarować spodni, nasączony blat.
  7. Ubić śmietanę z cukrem pudrem, na końcu dodać wystudzoną żelatynę i krótko zmiksować do wymieszania. Połową bitej śmietany posmarować spodni blat z konfiturą.
  8. Przykryć drugim blatem, nasączyć kolejną porcją herbaty z rumem, posmarować resztą konfitury agrestowej.
  9. Liście mięty drobno posiekać, wymieszać z drugą połową bitej śmietany. Posmarować drugi blat.
  10. Przykryć trzecią częścią biszkoptu i nasączyć resztą herbaty z rumem.
  11. Galaretkę włożyć do lodówki i trzymać ją tam do czasu kiedy nie zacznie tężeć. Wtedy należy dodać owoce (jeżyny i maliny) i wymieszać. Nałożyć na wierzch.
  12. Tort odstawić do lodówki przynajmniej na noc żeby wszystko się "przegryzło".
Smacznego!


czwartek, 13 grudnia 2012

Spekulosy i masa migdalowa

Po spekulosowym zestawie jaki dostałam, dalej męczę ten sam temat. Ten sam, ale jakby inny ;) Bo tym razem spekulosy stanowiły spód od tarty, a nie główne ciasteczkowe danie. Inspirację podprowadziłam z Weekend Bakery, a sam przepis na spód tak jak wcześniej, z Belgii od kuchni. Tylko jakby ilość przyprawy do spekulosów wzrosła.

Przepis trochę świąteczny. I długi.
Składniki

Masa migdałowa
  • 250 g migdałów
  • 250 g cukru
  • skórka otarta z jednej cytryny
  • odrobina wody
  • 1 jajko
  • 50 g masła
Spód
  • kopiasta szklanka mąki
  • 2/3 szklanki cukru cassonade (lub ciemnego muscovado) 
  • 3/4 kostki (150g) zimnego masła
  • dwie łyżeczki przyprawy do spekulosów (cynamon, imbir, goździki, gałka muszkatołowa)
  • szczypta soli
  • 4 łyżki mleka
Wykonanie
  1. Należy koniecznie zacząć od masy migdałowej - im dłużej poleży w lodówce tym bardziej spójną stworzy całość. 
  2. Migdały i cukier włożyć do blendera/młynka i drobno zmielić. Dodać skórkę cytrynową i trochę wody (u mnie to były jakieś 3 łyżki) i zagnieść. Powinna powstać masa o konsystencji marcepanu (właściwie to prawie marcepan).
  3. Zawinąć w folię i odłożyć do lodówki, najlepiej na tydzień. U mnie poleżało jakieś 4 dni.
  4. No to teraz ciasto na spekulosy (czyli parę dni później). Mąkę wymieszać z cukrem, solą i przyprawami, dodać masło i posiekać. Dolać mleko i szybko zagnieść.
  5. Zawinąć w folię i zostawić w lodówce, najlepiej na noc.
  6. Masę migdałową wyjąć z lodówki żeby nieco zmiękła.
  7. Piekarnik nagrzać do 170 stopni.
  8. Formę do tarty wylepić masą spekulosową. Zapiec w piekarniku przez 15 minut.
  9. W tym czasie do masy migdałowej wbić jajko i dodać masło (najlepiej w temperaturze pokojowej), po czym zagnieść/zmiksować.
  10. Podpieczony spód wypełnić przygotowaną masą migdałową i piec około pół godziny. Jeśli wierzch będzie się za bardzo przypiekał, można go przykryć folią aluminiową albo zmniejszyć temperaturę i piec trochę dłużej.
  11. Długi przepis, ale smaczny.
Więc smacznego!

sobota, 24 listopada 2012

Tarta pomaranczowa

Zimowy sezon na aromatyczne pomarańcze uważam za otwarty! Zabawne, ale masa w tarcie, którą upiekłam smakuje trochę jak sernik, mimo że sera na oczy nie widziała.

Przepis bardzo inspirowany Wielkim Żarciem.


Składniki

Ciasto:
  • 200 g mąki
  • 40g cukru
  • 100 g zimnego, posiekanego masła
  • 1 zółtko
  • szczypta soli
Krem:
  • skórka otarta z jednej pomarańczy
  • sok wyciśnięty z 3 pomarańczy
  • 3 jajka
  • 120 g cukru
  • 100 g roztopionego, wystudzonego masła
  • łyżeczka aromatu waniliowego
  • kopiasta łyżeczka startego imbiru



Wykonanie
  1. Składniki na ciasto wymieszać i szybko zagnieść. Uformować kulę, zawinąć w folię i włożyć na minimum pół godziny do lodówki.
  2. W rondelku z grubym dnem przygotować krem. Roztrzepać jajka, dodać resztę składników i podgrzewać na małym ogniu do momentu kiedy krem zgęstnieje, cały czas dokładnie mieszając.
  3. Piekarnik nagrzać do 180 stopni, formę do tarty wykleić ciastem i zapiec je przez około 10 minut.
  4. Na podpieczony spód wylać krem, włożyć do piekarnika, zmniejszyć temperaturę do 160 stopni i piec jeszcze 30-40 minut.
  5. Ciasto ozdobiłam pomarańczami kandyzowanymi z cynamonem i goździkami oraz mleczną czekoladą (co bardzo polecam).
Smacznego!

czwartek, 9 sierpnia 2012

Śliwka, beza, dwa bratanki!

...A najlepiej im się brata w towarzystwie cynamonu, rumu i kawy.

Kiedyś w podobnym stylu upiekłam ciasto z porzeczkami (inspiracja tutaj), ale że moja mama za kwaśnym nie przepada, strasznie na efekt narzekała... w przeciwieństwie do taty, który jako eozynofil ma straszne parcie na tego typu specjały. Tym razem postanowiłam więc zająć się potrzebami żeńskiej części rodziny. 


O tym, że połączenie cynamonu i śliwek jest przynajmniej smaczne, wie już chyba każdy. Ale że kawa? Do śliwek? Chyba tak.

Składniki:

na ciasto
  • 3 żółtka
  • 1/3 szklanki cukru
  • 1 i 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 3 (bardzo) czubate łyżki masła
  • 1/4 szklanki mleka
  • 2 czubate ;) łyżki rumu
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
na bezę
  • 3 szklanki drobno pokrojonych śliwek węgierek
  • łyżeczka cynamonu
  • 3 białka
  • szczypta soli
  • niecała szklanka cukru kryształu
  • łyżeczka aromatu waniliowego
  • łyżeczka drobno zmiażdżonej kawy rozpuszczalnej
Do tego tłuszcz i bułka tarta do blachy.


Wykonanie:
  1. Pokrojone śliwki wymieszać z łyżeczką cynamonu. Odstawić.
  2. Stopić masło
  3. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Natłuścić blachę i wysypać bułką tartą.
  4. Żółtka ucierać mikserem z cukrem do momentu, kiedy całość stanie się puszysta (białka w tym czasie włożyć do lodówki).
  5. Dolać ostudzone masło, rum oraz mleko i jeszcze raz dobrze zmiksować.
  6. Wsypać obie mąki i proszek do pieczenia i zmiksować po raz kolejny.
  7. W tym momencie mój radziecki mikser już nie podołał dalej, ale na szczęście wszystko zdążyło się wymieszać. 
  8. Przełożyć do blachy (małymi porcjami w różne miejsca, żeby łatwo się rozsmarowało) i włożyć do nagrzanego piekarnika na 15-20 minut.
  9. W międzyczasie schłodzone białka ze szczyptą soli ubić na sztywno.
  10. Dalej miksując stopniowo dosypywać cukier, na końcu kawę. Później dodać aromat waniliowy i jeszcze raz zmiksować.
  11. Gdy piana będzie gęsta i szklista, wymieszać ją ze śliwkami.
  12. Ciasto wyjąć z piekarnika, rozsmarować na nim masę bezowo-śliwkową i ponownie wstawić do pierkarnika. Piec jeszcze 25-30 minut aż beza się zarumieni. 
Jak dla mnie spód i bezę można zajadać osobno!

środa, 11 lipca 2012

Pavlova

Ach, jakież to było wyzwanie! Do tej pory wszystkie bezy wychdziły mi podejrzanie dobrze. Dobrze aż do momentu kiedy podstanowiłam zrobić Pavlovą i naprawdę zależało mi na zbitej, jędrnej pianie. Tym razem postanowiłam użyć robota kuchennego do ubijania - włączyłam go dwa razy i po każdej z dwóch prób wychdził mi raczej słodki płyn niż zadatek na bezę. Czyżbym użyła zbyt wysokich obrotów? Mniejsza o to. Do trzech razy sztuka! Zanim uskuteczniłam kolejne podejście, musiałam wypić trochę (magisterskiego) wina i się wyspać. Ostatecznie nocny wypoczynek podejrzanie się skrócił, bo o szóstej trzydzieści obudziła mnie myśl ...o bezie! Tak to jest jak się człowiek napali. Przy ostatniej, porannej próbie odstawiłam jednak robota w kąt i użyłam siły ludzkich mięśni - a ponieważ swoich nie posiadam, użyłam mięśni mamy ;) Nie wiem czy to kwestia matczynej ręki ;) czy pozbycia się tej parszywej elektroniki, ale tym razem wszystko wyszło należycie!


Przepis na Pavlovą nie będzie z pewnością zaskoczeniem, bo co można zmienić w instrukcji pieczenia bezy z octem? W każdym razie mój jest fuzją wersji z Joy of Baking, Whiteplate i szczypty soli.

Składniki:
  • 4 duże białka
  • szczypta soli
  • 200 g cukru pudru
  • pół łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • płaska łyżka mąki ziemniaczanej
  • łyżeczka octu
  • bita śmietana
  • owoce (ja użyłam malin i jagód)
Wykonanie:
  1. Nagrzać piekarnik do 140 stopni, przygotować papier do pieczenia rozłożony na blasze (można naszkicować koło, którego średnicy będzie beza).
  2. Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę, stopniowo dodawać cukier puder dalej ubijając. Na koniec wlać ekstrakt z wanilii i ubijać przez chwilę do wymieszania składników.
  3. Do piany dolać ocet, przesiać mąkę ziemniaczaną, delikatnie wymieszać.
  4. Sztywną pianę ułożyć na papierze do pieczenia, włożyć do piekarnika i zmniejszyć temperaturę do 120 stopni.
  5. Piec ponad godzinę (u mnie prawie 1,5 h), wyłączyć piekarnik i zostawić bezę w środku do ostygnięcia.
  6. Bezę udekorować bitą śmietaną i owocami. Podawać jak najszybciej po udekorowaniu.
Smacznego pavlovego!


piątek, 13 kwietnia 2012

Sernik pomaranczowo-sliwkowy

Dziś jest dzień zużywania zimowych zapasów! Dokładniej kandyzowanych śliwek i skórki pomarańczowej. Najlepiej w formie sernika.



Składniki (na 2 małe blachy):

Spód:
  • 250 g maślanych herbatników
  • 140 g gorzkiej czekolady
  • 3 łyżki cukru
  • 1/3 szklanki oleju
Masa:
  • 1 kg mielonego twarogu
  • 4 jajka
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 2 szklanki pokrojonych kandyzowanych śliwek (myślę, że można podmienić na świeże albo mrożone, ale przed dodaniem lepiej je będzie trochę odsączyć z soku, np posypując cukrem i zostawiając na sitku na godzinę)
  • 3/4 szklanki posiekanej kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • szklanka zalewy (syropu) z kandyzowanych śliwek i skórki pomarańczowej (tu w razie braków wykorzystałabym odsączony ze śliwek sok z dodakiem ciemnego cukru albo po prostu golden syrup)
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej

Wykonanie:
  1. Piekarnik nagrzać do 180 stopni, blachy wyłożyć papierem do pieczenia.
  2. Herbatniki, cukier i czekoladę zblendować (można też pokruszyć herbatniki i zetrzeć czekoladę na tarce), dodać olej, jeszcze raz dobrze wymieszać.
  3. Herbatnikową masą wyłożyć blachy. Wstawić do piekarnika na 10 minut. Po upieczeniu wyjąć spody i przestudzić.
  4. Twaróg utrzeć mikserem z cukrem pudrem, dodawać po kolei jajka nie przerywając mieszania.
  5. Dalej miksując dodać przyprawę do piernika, słodką zalewę, obydwie mąki. Masa powinna być kremowa, ale nie wodnista.
  6. Na końcu dodać skórkę pomarańczową i delikatnie wymieszać, masę wylać na upieczone spody. Na wierzchu ułożyć pokrojone śliwki.
  7. Piec pół godziny w 180 stopniach, następnie zmniejszyć temperaturę do 160 i piec kolejne pół godziny. Po tym czasie nie otwierać pierkarnika! Należy go wyłączyć i czekać aż do wystudzenia, czyli stanowczo za długo.

Smacznego!

sobota, 7 kwietnia 2012

Mazurek na dwa!

Oprócz oczywistego faktu, że zbliża się Wielkanoc, do upieczenia moich mazurków zainspirowała mnie Basia. Chodzi głównie o wędzone śliwki, których (wstyd się przyznać) nigdy wcześniej nie próbowałam. I mimo, że zakochałam się w nich od pierwszego ukąszenia, zdaję sobie sprawę, że istnieją rzesze tych, którzy śliwek w takim wydaniu szczerze nienawidzą. Dlatego jako alternatywę dla wędzonego ciasta, wyprodukowałam jeszcze kawowe z migdałami - bez dymu, a jednak całkiem aromatyczne. Bo co może być lepszego niż włoska kawa z włoskiej kawiarki? ;) (Chyba tylko włoska kawa z włoskiego barowego ekspresu z włoskimi lodami.)



Ciasto na mazurki (również od Basi)

Składniki (na 2 ciasta 20x30 cm):
  • 300g mąki
  • 150 zimnego masła
  • 75 g cukru
  • 3 żółtka
Wykonanie:
  1. Piekarnik nagrzać do 175 stopni.
  2. Mąkę wymieszać z cukrem, dodać pokrojone w małe kawałki chłodne masło i żółtka.
  3. Szybko zagnieść ciasto. Wylożyć nim spód formy (razy dwa). 
  4. Ciasto piec przez 15 minut.

Wierzch z wędzonymi śliwkami
Ciasto jest naładowane suszonymi owocami i już na prawdę ciężko mi wytrzymać żeby się do niego nie dobrać.




Składniki  (już na jedno ciasto):
  • 250 g wędzonych śliwek
  • 100 g suszonej żurawiny
  • 150g mlecznej czekolady
  • 150g gorzkiej czekolady
  • 150 g slodkiej 30% smietanki
  • 150g białej czekolady
  • do przybrania: pestki granatu albo jeszcze trochę suszonej żurawiny + gorzka czekolada (około 50g)
(Miałam taki cudowny plan odzobić ciasto pięknymi, błyszczącymi pestkami granatu, ale okazało się, ze kupiłam granat-niewypał, który był lekko mówiąc zepsuty. Ale ciągle wierzę, że efekt byłby olśniewający - póki co zadowoliłam się żurawiną.)

Wykonanie:
  1. Śliwki pokroić w paski, połamać mleczną i gorzką czekoladę, zagotować śmietankę.
  2. Wrzącą śmietanką zalać czekoladę i mieszać do połączenia składników.
  3. Dodać śliwki i żurawinę. Wymieszać.
  4. Masę wyłożyć na ciasto i zostawić do stężenia.
  5. Białą czekoladę roztopić w kąpieli wodnej, wysmarować nią ciasto.
  6. Ozdobić pestkami granatu/żurawiną oraz roztopioną gorzką czekoladą.

Wierzch kawowy
Polewa mimo swojej słodkości wydaje się być wytrawna. Tutaj bez migdałów ani rusz! 




Składniki  (już na jedno ciasto):
  • 250 g mlecznej czekolady
  • 50 g gorzkiej czekolady
  • około 80 ml mocnej, dobrej kawy
  • 3 łyżki melasy (opcjonalnie)
  • na wierzch: całe migdały (ja pokroiłam swoje na pół) + skórka pomarańczowa (polecam domową)
Wykonanie:
  1. Połamać czekoladę i zaparzyć kawę.
  2. Kawałki czekolady zalać gorącą kawą, dodać melasy i mieszać do momentu uzyskania gładkiej masy.
  3. Masę wylać na ciasto.
  4. Kiedy lekko stężeje ozdobić migdałami, a trochę później skórką pomarańczową (chodzi o to, żeby nie zatonęła). Po wylaniu masy proponuję wstawić mazurka do lodówki albo wyeksmitować na balkon (o ile jest zimno, ale w tym roku bez wątpienia jest zimno). Masa nie jest supergęsta, więc będzie jej to potrzebne.

Jeśli chodzi o kwestie ozdabiania to jak zwykle wszystkie piękne dekoracje, które powstały w mojej głowie zostały zweryfikowane przez życie. Wszystkie idealne kształty w praktyce jakoś się rozpłynęły, ale grunt, że naćkane! ;)

Życzę Wam wszystkim smacznych Świąt z ujemnymi kaloriami!

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Blondie z odrostami

Blondie jest siostrą popularnego brownie, tylko nieco tlenioną, bo z dodatkiem białej czekolady zamiast ciemnej czy mlecznej. Z pewnością cechą rodzinną tych ciast jest zakalcowatość i duża wilgotność. Mimo całej delikatności blondie, lubię kiedy w moim kawałku raz na jakiś czas trafi się trochę prawdziwej  (kakaowej) czekolady (czyt. odrost). Inna sprawa, że i bez tego uwielbiam blondie, chociaż po raz pierwszy przychodzi mi je piec. Przepis podprowadziłam z Cycków w czekoladzie i bardzo odrobinkę zmodyfikowałam (głównie w kwestii aromatu waniliowego, którego nie lubię).


A cały proces pieczenia dedykuję czterem Blondynkom (i chodzi tu głównie o stan umysłu).

Składniki:
  • 3 jajka
  • 1,5 szklanki cukru
  • około 170 g masła
  • opakowanie cukru waniliowego
  • szczypta soli
  • 1,5 szklanki mąki
  • 150-200 gram orzechów włoskich
  • 100 gram wiróków kokosowych
  • 100 gram białej czekolady
  • 50 gram mlecznej i/lub ciemnej czekolady

Wykonanie:
  • Na małym ogniu rozpuszczamy masło.
  • Piekarnik nagrzewamy do 175 stopni, a dużą blachę wykładamy papierem do pieczenia.
  • Mikserem ubijamy jajka z cukrem i cukrem waniliowym na kogel-mogel.
  • Dolewamy przestudzone masło ciągle miksując, po czym dosypujemy mąkę i sól. Ponownie miksujemy.
  • Siekamy orzechy oraz czekoladę i razem z wiórkami kokosowymi wsypujemy do zmiksowanej masy. Mieszamy łyżką! Z resztą tej gęstości chyba żaden mikser nie pokona ;)
  • Całość wylewamy na przygotowaną blachę i pieczemy 25-30 minut.
  • Kroimy na nieduże kawałki żeby łudzić się, że wcale nie zjedliśmy tak dużo.
Smacznego!

sobota, 17 marca 2012

Kruche ciasto z mlekiem kokosowym i trawa cytrynowa

W ramach intensywnego pisania seminarium magisterskiego na przyszły tydzień, postanowiłam zafundować sobie trochę marcowej egzotyki. Bo o ile marzec zazwyczaj obdarza nas mieszanką egzotycznych skrajności (ciepłe słońce, śnieg, ulewy albo wiatr  + pełna amplituda temperatur), tak w tym roku jakoś się (póki co) unormował. A równowaga w przyrodzie musi być i to właśnie ja postanowiłam o nią zadbać.


Składniki:

Kruche ciasto:
  • 2 duże żółtka
  • 125g masła
  • 125 g cukru pudru
  • 300g mąki krupczatki
Pierzynka na ciasto:
  • 1/3 szklanki ciemnego cukru muscovado
  • 2 łyżki trawy cytrynowej
  • 3 plastry imbiru
  • pół szklanki mleka
  • 3/4 puszki mleka kokosowego (300g)
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 100 g twarogu sernikowego
  • 1 duże jajko
  • łyżka soku z cytryny
  • płaska łyżeczka cynamonu
  • pół łyżeczki gałki muszkatołowej
  • szczypta soli
Czas połowicznego rozpadu ciasta nie był zbyt długi.

Wykonanie: 
  1. Przynajmniej pół godziny wcześniej namoczyć trawę cytrynową (myślę, że przy jej braku można do gotowej masy dodać skórkę otartą z cytryny).
  2. Do rondelka wlać mleko, dodać trawę cytrynową i imbir i podgrzewać do zagotowania. Wtedy dodać ciemny cukier, i znów podgrzewać aż do wrzenia. Odstawić do wystudzenia.
  3. W tym czasie można przygotować ciasto - zmieszać wszystkie składniki i zagnieść. Uformować kulę, zawinąć w folię i wstawić na pół godziny do lodówki.
  4. Po pół godziny zwilżonymi palcami wylepić ciasto w okrągłej blasze i jeszcze raz schłodzić przez 15 minut.
  5. Nagrzać piekarnik do 180 stopni.
  6. Twaróg i mleko kokosowe zmiksować, dodać cukrowo-trawiastą masę przecedzając przez sitko. Sporo masy przylepia się do trawy cytrynowej, więc można przepłukać odrobiną mleka.
  7. Dodawać kolejne składniki ciągle miksując: jajko, mąkę ziemniaczaną, sok z cytryny, sól, gałkę, cynamon. Jeśli masa wydaje się być mało słodka, można dosłodzić cukrem pudrem.
  8. Ciasto podpiec w piekarniku przez 12 minut (jeśli jest taka możliwość to tylko z grzaniem od góry - od dołu jeszcze zdąży się upiec).
  9. Na ciasto wlać zmiksowaną masę i ponownie wstawić do piekarnika - piec minimum godzinę. Ciasto jest mocno zarumienione, ale jeśli zacznie się przypalać należy je przykryć folią aluminiową.
  10. Po około godzinie wyłączyć piekarnik, a ciasto zostawić zamknięte w środku do momentu aż piekarnik przestanie być gorący.

środa, 1 lutego 2012

Drop test cake - tort orzechowy

Z okazji moich osiemnastych urodzin świętowanych po raz siódmy, daję wszystkim niesamowitą okazję do zapoznania się z anatomią szalki z jednym z eksperymentów zwanym drop testem.


Muszę się przyznać, że tym razem o upieczenie poprosiłam mamę, ale górą samą w sobie zajęłam się osobiście ;) A niżej przepis.

Składniki:
  • 1,5 szklanki zmielonych orzechów (my używamy włoskich)
  • 1 szklanka bułki tartej
  • 11 jajek (będzie na bogato)
  • szczypta soli
  • niecała szklanka cukru
  • 3 łyżki mąki
  • łyżeczka proszku do pieczenia
Wykonanie:
  1. Piekarnik nagrzać do 170 stopni. Spód tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, brzegi wysmarować tłuszczem.
  2. Żółtka oddzielić od białek.
  3. Do ubijania moja mama używa antycznej trzepaczki i myślę, że to w tym przypadku najlepszy pomysł - tak więc tutaj można spalić trochę kalorii z tortu jeszcze przed jego upieczeniem ;) Białka ze szczyptą soli ubić na sztywną pianę. Stopniowo dodawać cukier dalej ubijając.
  4. Nie przerywając ubijania dodać żółtka, następnie kolejno zmielone orzechy, bułkę tartą (najlepiej wcześniej zetrzeć sobie swoją z prawdziwych bułek), mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia.
  5. Całość wylać do przygotowanej tortownicy.
  6. Piec 35-40 minut. Jeśli ciasto zacznie za szybko się dopiekać, można zmniejszyć temperaturę do 160 stopni.
  7. Po wystudzeniu przekroić na warstwy (w moim przypadku 3 warstwy) i przełożyć ulubionym kremem (polecam czekoladowy albo kawowy). Wierzch polać polewą czekoladową.
Tort jak to tort, najlepszy jest kiedy przegryzie się chociaż przez noc w lodówce.
Smacznegoooooo!

piątek, 20 stycznia 2012

Ciasto potrojnie cytrynowe z włoska nuta

Mimo że w końcu pada śnieg, a w dzień nawet zaświeciło słońce, mam wrażenie, że nieuchronnie nadchodzi standardowa zimowa depresja. Dziś postanowiłam się przed nią bronić za pomocą potrójnie cytrynowego ciasta (niestety równie skutecznie obroniłam się przed pisaniem magisterki ;). A ponieważ ciągle tęskni mi się do Neapolu z wielką radością powitałam składniki typu serek mascarpone czy likier Limoncello!

W upieczonej wersji pewnie trudniej uświadczyć mnóstwa witamin, ale w kremie i polewie można znaleźć co nieco witaminki C ;) Poza tym na prawdę miło siedzi się w kuchni wypełnionej zapachem cytryn, kiedy za oknep sypie śnieg. Oprócz smaku ciasta to chyba jego główna zaleta. Do dzieła!



Składniki:

Ciasto (przepis ze Słodkiej Kuchni Polskiej, nieco zmodyfikowany w wykonaniu):
  • 4 duże jajka
  • 3/4 szklanki cukru
  • kostka (25 dag) margaryny
  • 2 szklanki mąki tortowej
  • czubata łyżeczka proszku do pieczenia
  • sok z dwóch cytryn
  • skórka otarta z 2 cytryn
  • tłuszcz do wysmarowania formy i bułka tarta do jej wysypania
Krem:
  • opakowanie (250 g) serka mascarpone
  • 2 kopiaste łyżki cukru pudru
  • 4-5 łyżek likieru cytrynowego (ja użyłam Limoncello - spokojnie można spróbować z innym albo dodać łyżkę spirytusu, 3 łyżki soku cytrynowego i jeszcze łyżkę cukru pudru)
Lukier:
  • 2/3 szklanki cukru pudru
  • sok z połówki dużej cytryny

Wykonanie:
  1. Zaczynamy od ciasta! Średniej wielkości blachę wysmarować tłuszczem i wysypać bułkę tartą.
  2. Otrzeć skórkę z cytryn i wycisnąć z nich sok - uwaga na pestki (żeby się potem nie bawić w wyławianie, do miski kładę sitko, do którego wyciskam sok, potem podnoszę pestki, a sok zostaje w misce).
  3. Nagrzać piekarnik do 160 stopni.
  4. Białka ubić na bardzo ścisłą pianę (polecam mikser), w tym czasie na małym ogniu roztopić margarynę.
  5. Ubitą pianę zalewamy wrzącą margaryną i odstawiamy na dwie minuty.
  6. W tym czasie żółtka utrzeć z cukrem.
  7. Po dwóch minutach ubić delikatnie pianę z tłuszczem (tu zamieniam mikser na trzepaczkę), tak by składniki się połączyły.
  8. Cały czas ubijając dodać żółtka z cukrem, sok i skórkę z cytryny, przesianą przez sito mąkę z proszkiem do pieczenia.
  9. Gdy wszystkie składniki dokładnie się połączą (ciasto będzie puszyste i jednolite), wylać ciasto do przygotowanej blachy i wstawić do nagrzanego piekarnika.
  10. Piec 35-40 minut, po czym zostawić zarumienione ciasto jeszcze na 10 minut w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami. Następnie wyjąć i studzić w blasze.
  11. W tym czasie można zająć się kremem i lukrem.
  12. Krem jest najprostszy na świecie. Na niskich obrotach miksujemy mascarpone (tak żeby stało się bardziej puszyste) i dalej miksując dodajemy cukier puder oraz likier.
  13. Lukier jest jeszcze prostszy ;) Do cukru pudru wyciskamy sok z połowy cytryny i mieszamy aż do połączenia składników.
  14. Kiedy ciasto już wystygnie, wyciągamy je z blachy, przekrajamy na pół (w poprzek, tak żeby pomiędzy dwie warstwy wpakować później krem).
  15. Na dolną warstwę układamy krem i przykrywamy górną.
  16. Wierzch ciasta smarujemy lukrem.
  17. I teraz najsmaczniejsze - ciasto wkładamy do lodówki na noc, bo następnego dnia jest najlepsze.
Smacznego!

piątek, 13 stycznia 2012

Cynamonowo-rózane, czyli Agata piecze magisterkę

Agata pisze... ekhm, piecze magisterkę.
Yyy zaraz, to nie magisterka.
To chyba jednak ciasto.
Cholera ;)

To chyba w ogóle był dzień pokrzyżowanych planów. Najpierw zamiast magisterki na horyzoncie pojawił się keks cytrynowy, a kiedy już kupiłam cytryny, upiekłam biszkopcik cynamonowo-różany. Bez żadnych cytrusów oczywiście. Ciasto jest mięciutkie i lekko wilgotne, ale jednocześnie puszyste. Dla mnie ma konsystencję idealną!


Składniki:
  • 2 szklanki i 2 płaskie łyżki mąki pszennej
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • 2 jajka
  • szklanka mleka
  • 3/4 kostki (18 dag) margaryny
  • 2 płaskie łyżeczki mielonego cynamonu
  • 3 kopiaste łyżeczki kakao
  • 2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
  • 0,3 l gęstej marmolady różanej (czy raczej o zapachu różanym - odsyłam do Biedronki;)
  • tłuszcz do wysmarowania formy
  • bułka tarta do posypania formy
  • na polewę: tabliczka białej czekolady, 2 łyżki marmolady różanej, 2 łyżki mleka
  • do posypania: 1/3 mlecznej czekolady startej na wiórki
Na "genomowej" podkładce, taki lans. Już inna sprawa, że uwielbiam okładkę tego wydania!


Wykonanie:
  1. Przygotować formę, nagrzać piekarnik do 150 stopni.
  2. Margarynę razem z marmoladą utrzeć mikserem nastawionym na średnie obroty.
  3. Gdy składniki się połączą, dodać stopniowo, cały czas ucierając, po jajku, cukier puder oraz - w niewielkich porcjach - mleko.
  4. Mąkę wraz z kakao, cynamonem i sodą przesiać przez sito do utartej masy.
  5. Ucierać cały czas, aż składniki się połączą. Ciasto powinno być niezbyt gęste i gładkie.
  6. Wlać do przygotowanej wcześniej średniej wielkości formy.
  7. Piec około 40 minut.
  8. Wyrośnięte ciasto, z wierzchem lekko zarumienionym i bokami odstającymi od formy, wyjąć z piekarnika, wystudzić i letnie wyłożyć na deskę obracając blachę (czyli ciasto będzie teraz do góry nogami).
  9. Podczas studzenia ciasta można zmajstrować polewę: czekoladę połamać na kawałki, wrzucić do rondelka z grubym dnem, dodać marmoladę, mleko i podgrzewać na małym ogniu mieszając.
  10. Gotową polewą posmarować ciasto, a kiedy lekko podstygnie, posypać wiórkami z mlecznej czekolady. 
Taram!

PS. Inspiracją był przepis ze Słodkiej Kuchni Polskiej, aczkolwiek zdążył nieco wyewoluować.

wtorek, 6 grudnia 2011

Piernik adwentowy

Odgrzewam przepis, który lata temu dostałam od koleżanki. Oto piernik adwentowy, który dojrzewa 2-3 tygodnie, dlatego jego produkcję warto zacząć już teraz. Niegdyś testowany, z sukcesem.
Póki co zamieszczam sam przepis, bo pokazywanie efektu już po Świętach chyba nikogo nie ucieszy. No, chyba że będzie inspiracją w przyszłoroczne Boże Narodzenie ;)

Pełen oldschool! Zwłaszcza wstęp.


Przepis można powiększych otwierając zdjęcie na nowej karcie.

niedziela, 20 listopada 2011

Kajmak, cynamon, sernik

Wiaderko sera na zbyciu, kajmak do natychmiastowego zużycia - czysty rozsądek nakazuje upiec sernik ;) Testowałam już wersję sernik+kajmak+orzeszki ziemne (pycha!), więc tym razem spolaryzowałam się w stronę sernika cynamonowego. Inspiracja znów Liskowa, i znow nieco zmodyfikowana - do tego stopnia, że mój niepękający sernik jednak pęka ;) Dla mnie to czysta radość, bo kocham pęknięcia, które tworzą się w trakcie pieczenia - cóż, miłość ma różne oblicza. Przy okazji z delikatnego serowego deseru brutalnie wróciłam do poziomu klasycznego sernika.

Składniki:


Spód:
  • 200 g herbatników
  • 100 g cukru
  • 1,5 łyżki kakao
  • 2 białka
  • 50 g margaryny + odrobina do posmarowania tortownicy
Masa serowa:
  • 1 kg mielonego sera
  • 120 g cukru
  • 1 puszka masy kajmakowej/krówkowej
  • 1 cukier wanilinowy
  • 2 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej
  • 1,5 łyżki cynamonu
  • 2 jajka
  • 2 żółtka



Wykonanie:
  1. Spód tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, brzegi posmarować margaryną.
  2. Wszystkie składniki na spód wymieszać w malakserze na gładką masę.
  3. Masą dokładnie wyłożyć spód tortownicy i część brzegu.
  4. Piekarnik nagrzać do 200 stopni.
  5. W dużej misce na wysokich obrotach zmiksować ser, masę kajmakową, cukier i cukier wanilinowy.
  6. Dodawać po jednym jajku i żółtka dalej miksując.
  7. Następnie dodać mąkę i cynamon. Zmiksować.
  8. Masę wlać do tortownicy, całość wstawić do piekarnika.
  9. Piec przez 10 minut, po czym zmniejszyć temperaturę do 150 stopni i piec jeszcze 1,5 godziny.
  10. Studzić w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach.
U mnie góra ciasta lekko zbrązowiała - na szczęście nie zdążyła się przypalić, za to lekko się skarmelizowała! Cudownie!
Sernik zdecydowanie lepszy następnego dnia po upieczeniu.

niedziela, 13 listopada 2011

Dynia, twarog, fistaszki

Moja Asia nigdy nie jadła dyni, ja mam ostatnio parcie na fistaszki (zwłaszcza masło orzechowe), a tak poza tym trzeba było coś upiec! Miał być sernik z wcześniej wymienionymi dodatkami, a koniec końców wyszło ciasto dyniowe z domieszką sera. W każdym razie całość oparła się na tym przepisie. A za chwilę nasza interpretacja tej smakowitej historii.
Ciasto jest kremowe, ale ma w nim co chrupać. I uwielbiam zapach cynamonu, który przegryza się ze spodniej warstwy.


Składniki:
  • 225g ciastek digestive
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 100g miękkiego masła
  • 1,5 kg dyni (masa ze skórą - po obraniu pewnie zrobi się z niej mniej niż kilogram)
  • 400g kremowego twarogu
  • 200-250g cukru pudru
  • 4 jajka
  • 5 łyżek gładkiego masła orzechowego
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
Na wierzch:
  • 2-3 kopiaste łyżki masła orzechowego
  • parę łyżek mleka
  • 2/3 szklanki posiekanych niesolonych orzeszków ziemnych

Wykonanie
  1. Przygotować puree z dyni: dynię obrać, pokroić w kostkę i dusić z 1/4 szklanką wody aż się rozpadnie i odparuje z niej wystarczająca ilość wody. Kiedy dynia zacznie się lekko rozpadać, można przyspieszyć sprawę rozdrabniając dynię tłuczkiem do ziemniaków.
  2. Puree wystudzić.
  3. W tym czasie nagrzać piekarnik do 170 stopni i wyłożyć prostokątną blachę papierem do pieczenia.
  4. Ciastka dokładnie rozdrobnić (można solidnym tłuczkiem, można blenderem), wymieszać z cynamonem, a potem z posiekanym masłem na mokry piasek.
  5. Przygotowaną masą wyłożyć blachę i lekko uklepać.
  6. Puree z dyni zmiksować z twarogiem. 
  7. Nie przerywając miksowania stopniowo dodawać cukier, mąkę ziemniaczaną i kolejne jajka.
  8. Na koniec dodać 5 łyżek masła orzechowego i jeszcze raz zmiksować. 
  9. Całość wylać na przygotowany wcześniej spód. Masa jest bardzo rzadka, ale nie należy się tym przejmować.
  10. Blachę z ciastem włożyć w drugą, większą i włożyć do piekarnika. Ciasto można przykryć folią aluminiową, albo postawić na niskiej półce w piekarniku - chodzi o to żeby nie spaliło się od góry.
  11. Już w piekarniku do większej blachy nalać wrzątek - w ten sposób ciasto będzie się piekło w kąpieli wodnej i nie zdąży się spalić także od spodu ;)
  12. Piec około godziny i 45 minut w porywach do dwóch godzin.
  13. Po upieczeniu ostudzić i wstawić do lodówki, najlepiej na noc.
  14. Rano (ewentualnie godzinę później;) 2-3 łyżki masła orzechowego rozcieńczyć mlekiem do konsystencji, która pozwoli rozsmarować masło gładko na cieście.
  15. Posmarować ciasto i posypać posiekanymi orzeszkami ziemnymi.
Trochę pracy, ale efekt przyjemny dla podniebienia :)
Smacznego!

piątek, 16 września 2011

Jesien. Dyni ciag dalszy

Chciałabym zrobić wszystko na raz: przeczytać trzy nowe książki, gotować, piec, coś narysować, przymontować koszyk do roweru (od roku się za to zabieram), pobawić się maszyną do szycia, oglądać teledysk Beiruta.


Za parę z tych rzeczy nawet się zabrałam, ale ostatecznie w pełni zrealizowałam tylko ostatni punkt. Uwielbiam beirutowy Elephant Gun! Piosenkę samą w sobie, ale też teledysk. Mam wrażenie, że producent podczas realizacji projektu czytał po kątach Sklepy Cynamonowe i mimochodem czerpał z magii tego, co napisał Bruno Schulz. Poza tym wszystkim Beirut w takim wydaniu jakoś dobrze wpasowuje się w mój podejrzanie tkliwy jesienny nastrój.

W międzyczasie przeglądam też Lawendowy Dom, który kolega podesłał mi przy okazji przepisu na gniocchi z dynią. Porwałam się dziś nawet na ich realizację, ale w efekcie wyszły mi przytwarde kopytka. Oprócz tego na stronie 22 znalazłam artykuł o zapachach. Czy bardziej podróżach. W każdym razie w ten sposób dowiedziałam się o bułgarskiej Dolinie Róż i poczułam, że znów tak bardzo chciałabym gdzieś wyjechać.

Dygresje dygresjami - wprawdzie kopytkogniocchi nie wyszły jak należy, ale ciągle mam w zanadrzu przepis na dżem dyniowy, właściwie dyniowo-grejfrutowy. Jest słodko-gorzki. Inspiracja, jak to u mnie często bywa, przybyła z bloga Liski.

I tu wracam do Elephat Gun. Podobnie jak w piosenka, sama dynia wprowadza mnie w jesień - z resztą do dość oczywiste, bo przecież mamy sezon na to warzywo. Grejfruty, tamandarynowiec (lub imbir) i przyprawy dodają szczyptę magii do pomarańczowej masy. Można by się zdziwić ile wspólnego ma Beirut z gotowaniem ;)


Składniki:
  • 1,5 kg dyni
  • 2 grejfruty
  • 2 cytryny
  • 700 g cukru
  • 1,5 łyżeczki cynamonu
  • 8 goździków
  • 5 cukierków z tamandarynowca (Nie miałam imbiru pod żadną postacią, więc tym dodałam ostrości. Myślę, że jeśli ktoś nie ma kandyzowanego albo tym bardziej cukierków z tamandarynowca, najzwyczajniej wystarczy jakieś 1,5 łyżki obranego i drobno pokojonego kłącza imbiru.)  

Wykonanie:

1) Dynię obrać, pokroić na małe 1 cm kawałki.
2) Grejfruty dokładnie obrać, pozbawić pestek. Całą cytrynę pokroić na kawałki, również odpestkować. Wszystko zblendować.
3) Kawałki dyni zasypać 500 g cukru i zalać cytrusową papką. Wymieszać.
4) Odstawić na noc pod folią spożywczą.
5) Następnego dnia odlać większość soku (całkiem dobry jako dodatek do herbaty), dosypać pozostałe 200 g cukru (można mniej), dodać goździki.
6) Gotować około godziny aż dżem zgęstnieje i będzie przezroczysty. Żeby pomóc większym kawałkom dyni, które nie chciały dość do siebie, potraktowałam je tłuczkiem do ziemniaków w czasie gotowania ;)
7) W międzyczasie otrzeć skórkę z cytryny i wycisnąć z niej sok.
8) Kiedy dżem będzie prawie gotowy dodać cynamon, cukierki z tamandarynowca (lub imbir), sok i skórkę otartą z cytryny. Wymieszać.
9) Nakładać jak najgorętszy do czystych i szczelnych słoików. Słoiki postawić na zakrętkach do ostygnięcia.

Oprócz tego, że mam dobre kanapki, już wiem z czym będę piekła muffiny zimą ;) Smacznego!

środa, 14 września 2011

Ciasto czekoladowe z cukinia na depresje

Ostatnio na skomentowanie niektórych wydarzeń rozgrywających się w tuż pod moim nosem po prostu brakuje mi słów, w laboratoryjnych wynikach też nienajlepiej, NFZ nie współpracuje. Z powodu tego ogólnego klopsa, który mnie otacza zamiast przejeść kolejny gruperowy kupon w centrum, wróciłam do domu upiec ciasto. Czekoladowe z cukinią (przepis dostałam od Magdy z Kopernika, jak zwykle dorzuciłam co nieco od siebie;). Z tego powodu musiałam zdradzić dynię, ale już teraz uprzedzam, że z pomarańczowym warzywem jeszcze nie koniec.

Cukinia może wydawać się nieco dziwnym dodatkiem do czekolady, ale to tylko pozory - wszak jest warzywem praktycznie bez smaku. Dzięki temu można ją dodać tylko po to, żeby nasz wypiek stał się bardziej wilgotny - podobnie jak z marchewką w cieście marchwiowym. Faktycznie, prezentowane ciasto jest stosunkowo lekkie i zdecydowanie mokre. Najlepiej smakuje dzień po upieczeniu. I najlepiej jak się nie zapomni dodać jajek podczas przygotowania ;)

Składniki:
  • 115g miękkiego masła
  • pół szklanki oleju
  • 150 g białego cukru
  • 100 g cukru muscovado (moja depresyjna fanaberia;)
  • cukier wanilinowy
  • łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 2 duże jajka
  • pół szklanki kwaśnej gęstej śmietany lub jogurtu naturalnego
  • 300 g mąki pszennej
  • 60 g kakao
  • 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
  • łyżka rumu
  • 2 szklanki cukinii startej na tarce o dużych oczkach
  • 50 g posiekanej gorzkiej czekolady
  • 50 g posiekanej białej czekolady

Wykonanie:

Przepis niezbyt sprzyja osobom nieposiadającym miksera.
1) Nagrzać piekarnik do 160 stopni, wyłożyć blachę papierem do pieczenia.
2) Zmiksować masło na puszystą masę. Dodawać stopniowo olej dalej miksując.
3) Dodać cukier, cukier wanilinowy, sodę, proszek do pieczenia, sól i znów zmiksować.
4) Wbić jajka i miksować dalej.
5) Dodawać mąkę na przemian ze śmietaną/jogurem i dla odmiany miksować.
6) Po dodaniu kakao i kawy zmiksować po raz ostatni (uff).
7) Dodać posiekaną czekoladę oraz cukinię i (uwaga, uwaga) wymieszać!
8) Wyłożyć ciasto do blachy i piec około 40 minut.

Smacznego!

poniedziałek, 12 września 2011

Ciasto drozdzowe. Z dynia.

Przepisem nr 2, który zrealizowałam z okazji nadmiaru dyni był właśnie ten. Rzadko piekę ciasto drożdżowe, zwłaszcza, że nie do końca trafia w mój smak, ale moja mama i babcia były zachwycone. Może więc zachwyci kogoś jeszcze? ;)
Ciasto przypomina w smaku i strukturze klasyczne drożdżowe, jest jednak bardziej delikatne.

Składniki:
  • 3 szklanki mąki (zależy od gęstości puree z dyni)
  • 25 g świeżych drożdży
  • 3/4 szklanki cukru
  • szczypta soli
  • szklanka puree z dyni
  • szklanka mleka
  • pół szklanki oleju
  • 1/4 szklanki pestek z dyni
  • 1/4 szklanki rodzynek

Wykonanie:
1) Rodzynki zalać wrzątkiem i odstawić na chwilę. Później odsączyć na sitku.
2) Przygotować zaczyn: skruszyć drożdże, dodać łyżeczkę mąki, łyżeczkę cukru i 2 łyżki ciepłego mleka. Wymieszać  i odstawić na 15 minut w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (u mnie starczyło jakieś 7 minut).
3) Mąkę przesiać do miski, dodać zaczyn, cukier, sól, puree z dyni oraz ciepłe mleko.
4) Wyrabiać ciasto, a jak pojawią się pęcherzyki dodać lekko podgrzany olej oraz pestki dyni.
5) Wyrabiać ciasto jeszcze 10 minut. W razie potrzeby dodać jeszcze trochę mąki. Na koniec wrzucić rodzynki i wymieszać.
6) Przykryć czystą ściereczką i zostawić do wyrośnięcia* na około godzinę.
7) Ciasto przełożyć do wysmarowanej olejem keksówki i zostawić do wyrośnięcia raz jeszcze, tym razem na pół godziny.
8) Piec około 45 minut w 175 stopniach (do suchego patyczka). Gdyby góra ciasta zaczęła się za bardzo przypiekać, można ją przykryć folią aluminiową.
9) Wyjąć z formy po całkowitym ostudzeniu.

Ciasto zupełnie inaczej smakuje tuż po upieczeniu i następnego dnia. A kiedy lepiej? Zdania były podzielone, więc może warto nie zjadać wszystkiego od razu ;)

*A co kiedy ciasto nie chce rosnąć?
Czasem się zdarza, że w domu jest trochę za chłodno i drożdżom nie chce się pracować ku chwale puszystego ciasta. Ja w takich sytuacjach nagrzewam przez chwilę piekarnik, tak żeby nie był gorący, ale lekko ciepły (coś koło 30 stopni Celsjusza). Do takiego piekarnika wkładam ciasto. Jeśli nie jestem pewna czy piekarnik nie jest jednak za bardzo nagrzany, zostawiam na jakiś czas otwarte drzwiczki, już z ciastem w środku. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby takie grzanie nie pomogło :) Trzeba jednak uważać, żeby niechcący nie upiec ciasta ;)

czwartek, 14 lipca 2011

Ciasto porzeczkowe z beza czyli beza z porzeczkami i ciastem

Ostanio dzieją się ze mną dziwne rzeczy. Na ogół nawet nie patrzyłam na rabarbar i porzeczki, a tu taki zonk: w tym roku jestem najbardziej łasa na takie kwaśności. Nie mówiąc już o tym, że porzeczki spod Hali Banacha patrzyły już na mnie od tygodnia. I stało się - upiekłam ciasto! Chyba jedno z lepszych w moim życiu ;)


Chyba po raz pierwszy mając do wyboru jako inspirację przepis z Whiteplate i innego bloga wybrałam ten "inny" ;) Skusiła mnie beza. Była z resztą dla mnie wyzwaniem, bo nigdy żadnej  sama  nie wyprodukowałam (swoją drogą beza to kolejna rzecz, która zaczęła mi ostatnio smakować). Poza tym jej środek po upieczeniu jest cudownie ciągnący i słodki - wypływa razem z kwaśnymi owocami. A na około chrupiąca otoczka. Spód przypomina ciasto piaskowe.
Przepis trochę zmieniłam w składnikach i w wykonaniu.

 

Składniki

na ciasto

3 żółtka
1 cukier wanilinowy
1/3 szklanki cukru trzcinowego
1 i 3/4 szklanki mąki pszennej
3 łyżki mąki ziemniaczanej
3 (bardzo) czubate łyżki masła (ja pomieszałam masło z margaryną, mniej więcej pół na pół)
5 łyżek mleka
2 łyżeczki proszku do pieczenia

na bezę

75 dag czerwonych (ja dodałam też troszkę białych) porzeczek
3 białka
szczypta soli
niecała szklanka cukru kryształu

bułka tarta i tłuszcz (ja używam oleju, bo to najszybciej) do wysmarowania blachy


Wykonanie

Zanim się za cokolwiek zabierzecie, najlepiej umyć porzeczki i zostawić do odsączenia. Moje sączyły się 2 godziny.

1) Stopić masło.
2) Piekarnik nagrzać do 180 stopni.
3) Natłuścić blachę i wysypać bułką tartą.
4) Żółtka ucierać mikserem z cukrem trzcinowym i wanilinowym do momentu, kiedy całość stanie się puszysta (a białka włożyć do lodówki).
5) Dolać ostudzone masło oraz mleko i jeszcze raz dobrze zmiksować.
6) Wsypać obie mąki i proszek do pieczenia i zmiksować po raz kolejny.
W tym momencie mój radziecki mikser już nie podołał dalej, ale na szczęście wszystko zdążyło się wymieszać.
7) Przełożyć do blachy (małymi porcjami w różne miejsca, żeby łatwo się rozsmarowało) i włożyć do nagrzanego piekarnika na 15-20 minut.
8) W międzyczasie schłodzone białka ze szczyptą soli ubić na sztywno.
9) Dalej miksując stopniowo dosypywać cukier.
10)  Gdy piana będzie gęsta i szklista, wymieszać ją z porzeczkami.
11) Ciasto wyjąć z piekarnika, rozsmarować na nim masę porzeczkową i ponownie wstawić do pierkarnika. Piec jeszcze 25-30 minut aż beza się zarumieni (po około 10 minutach przełożyłam ciasto na dolną półkę piekarnika i włączyłam grzanie tylko od góry, ale myślę, że i bez tego manewru da radę).

Ciasto studzić w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach żeby bezie się zbytnio nie oklapło.
Smacznego!