Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bazgroły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bazgroły. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 maja 2014

Kartka na Dzień Taty

Teraz coś dla równowagi z warzywnymi koktajlami z poprzedniego wpisu.

Dzień Taty nadciąga wielkimi krokami, a który mięsożerny ojciec nie chciałby dostać t-bona? Chociażby na papierze, ale z wyrazem miłości! Swoje steaki przewiązałam sznurkiem niczym mięso garmażeryjne!

Uwaga, uwaga! To wszystko można nabyć! Szczegóły na dole :)





Tym, których nieco przeraża organiczna forma, pozostaje ojcowskie piwo :)




Wersji bardziej poprawnej politycznie chyba nie przewiduję. ;)


I część z reklamą, którą odgrażałam się na górze:

1) Zapraszam na funpage na Facebooku!
(można składać zamówienia przez wiadomości)
2) Fusherkowe kartki siedzą też w innych zakamarkach Interenetu:

Niezależnie czy ze stekiem i piwkiem czy bez, już teraz życzę udanego Dnia Taty :)

sobota, 3 maja 2014

Nauka w kuchni: 1. Pieczenie, gotowanie, smażenie

Fajnie wiedzieć skąd się biorą różne zjawiska w kuchni – nie tylko ze zwykłej ciekawości, ale też po to, żeby śmielej gotować „na oko”. Łatwiej jest dodać czegoś więcej/mniej lub podmienić dany składnik kiedy wiemy, po co w ogóle znajduje się w danej potrawie. Albo podkręcić temperaturę w piekarniku wbrew temu co mówi przepis. Już inna sprawa, że każdy piekarnik żyje własnym życiem

Ktoś się kiedyś zastanawiał czym różni się pieczenie od gotowania czy smażenia? Z fizycznego punktu widzenia.


Nie trzeba zbyt długo dumać, żeby dojść do tego, że nasz obiad smaży się w oleju (cieczy), gotuje w wodzie (też cieczy), a piecze w otaczającym go gorącym powietrzu (gazie). Wygląda więc na to, że w każdym z przykładów obróbki termicznej jedzenia mamy inne otoczenie.

Tylko czym, w mikroskali (a nawet nanoskali;) ), różni się powietrze od wody czy oleju, być może pamiętacie z podstawówki lub gimnazjum. To wyjaśnia dlaczego tak długo piecze się w wysokich temperaturach to, co można ugotować dużo szybciej w temperaturze poniżej 100 stopni Celsjusza. Dla tych, którzy chcieliby sobie przypomnieć – szybka powtórka.

Zadumę nad tym, czym różni się powietrze od wody rozpocznę przypomnieniem: z pewnością większość rzeczy w kuchni (i nie tylko w kuchni) składa się z atomów/cząsteczek. Zarówno w gazie jak i w cieczy takie cząsteczki mogą poruszać się swobodnie, wykonując chaotyczne ruchy (ale o tym później).


Zacznijmy od wody i powietrza – czyli gotowania i pieczenia. W kuchni najbardziej interesuje nas fakt, że gaz i ciecz (czyli np. powietrze i woda) różnią się gęstością (rysunek powyżej), można powiedzieć stopniem upakowania. W takich samych pojemnikach wypełnionych po brzegi (tak, tak, także powietrzem) znajdziemy więcej cząsteczek wody niż powietrza. Czyli ciecz z założenia jest gęstsza od gazu.

Tak jak wspomniałam zarówno w powietrzu jak i w wodzie (w oleju też, ale miałam o nim na razie nie gadać), cząsteczki poruszają się swobodnie, wykonując chaotyczne ruchy, przy okazji zderzając się ze sobą. Jeśli podwyższymy temperaturę, w ich życiu zmieni się głównie to, że będą powyższe czynności wykonywać szybciej (rysunek poniżej). Czyli będą posiadały więcej energii – przemieszczać się szybciej i częściej się zderzać.


Cząsteczki gazu czy cieczy mogą zderzać się nie tylko między sobą, ale także z jedzeniem, które do nich włożymy. W ten sposób mogą przekazywać swoją energię, na przykład w postaci ciepła (czyli podgrzewając potrawę). Czyli po prostu przenosić ciepło.

Im wyższa temperatura, tym ruchy cząsteczek są szybsze i tym częściej zderzają się one z powierzchnią pieczonej, gotowanej czy smażonej potrawy. Podobnie ma się sprawa gęstości – im więcej cząsteczek znajduje się w jednej objętości, tym częściej będą się one zderzać z (dajmy na to) kurczakiem przekazując mu więcej ciepła (rysunek poniżej).

Ponieważ w piekarniku cząsteczki gazu (powietrza) są względnie luźno upakowane, mają mniejszą szansę zderzyć się z pieczystym. Dlatego miąsko zrobi się wolniej w wysokiej temperaturze (np. 250 stopni Celsjusza) w piekarniku niż podczas gotowania w wodzie (max. 100 stopni Celsjusza).

Ale tu się zakrada olej! Wprawdzie ma mniejszą gęstość od wody, ale posiada jedną magiczną właściwość. W przeciwieństwie do jego przezroczystej koleżanki nie wrze (czyli nie zamienia się w gaz) w temperaturze 100 stopni Celsjusza. Dzięki temu możemy go nagrzewać do znacznie wyższych temperatur. W praktyce szybciej zacznie się palić niż osiągnie swój punkt wrzenia. Dzięki tym właściwościom podczas smażenia mamy bardziej rozpędzone cząsteczki i jest ich wystarczająco dużo żeby skuteczniej (niż w przypadku gotowania) przekazać energię cieplną (temperaturę).

Oczywiście wszystkie cząsteczki są w ruchu, ale więcej strzałek stworzyłoby jednolitą, nieczytelną, czarną masę ;)

Wiadomo, że olej olejowi nie równy, ale plasterek marchewki pieczony przez 20 minut, potrzebowałby tylko 10 żeby się ugotować, a w przypadku smażenia wystarczą mu 2-3 minuty.




Do wszystkich technik wkradają się jeszcze inne aspekty, które przekładają się nie tylko na walory smakowe. Ogrzewać też można na różne sposoby, ale przewodnictwo cieplne, czyli cała ta historia z cząsteczkami, w przypadku kotleta/kurczaka/pieczystego wydaje się być najważniejsza :) No, chyba, że włożymy to wszystko do mikrofali, ale to już inna historia.

Starałam się wszystko sprawdzić, więc oto bibliografia:

Frytka doskonała i inne sekrety kuchni, Russ Parsons, Twój Styl, Warszawa 2005 (Przeczytajcie! Warto!)
http://cmf.p.lodz.pl/iowczarek/materialy/termodynamika/teoria.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ciecz
(Wikipedia może brzmi obciachowo, ale co tu można nakłamać pisząc o cieczy? ;) )

poniedziałek, 17 marca 2014

sobota, 8 marca 2014

Botwinka!

Nie, nie, jeszcze nie teraz. Ale prawie. Póki co przypominam, że babcie potrafią brutalnie podsumować gust kulinarny.


sobota, 28 grudnia 2013

środa, 4 grudnia 2013

Zyciowe decyzje

Rysunkowo to już kopę lat! U nas trochę się zmieniło, ale bez przesady - tematy do rozmów może nieco inne, ale wszystkie odpowiedzi sprowadzają się do tego samego co zwykle ;)

I tak, wiem, stosuję w domyśle liczbę mnogą - to chyba oznaka starzenia.



niedziela, 11 sierpnia 2013

Paskudniki 2

Z cyklu codzienności, nie moje a znajomych.

Po raz drugi na tym blogu (pierwszy raz tutaj), po raz drugi z zasłoniętymi twarzami, żeby po raz drugi uniknąć żądań dożywotniego odszkodowania i przeprosin w ogólnopolskiej gazecie.


środa, 27 marca 2013

sobota, 22 grudnia 2012

czwartek, 13 grudnia 2012

Spekulosy i masa migdalowa

Po spekulosowym zestawie jaki dostałam, dalej męczę ten sam temat. Ten sam, ale jakby inny ;) Bo tym razem spekulosy stanowiły spód od tarty, a nie główne ciasteczkowe danie. Inspirację podprowadziłam z Weekend Bakery, a sam przepis na spód tak jak wcześniej, z Belgii od kuchni. Tylko jakby ilość przyprawy do spekulosów wzrosła.

Przepis trochę świąteczny. I długi.
Składniki

Masa migdałowa
  • 250 g migdałów
  • 250 g cukru
  • skórka otarta z jednej cytryny
  • odrobina wody
  • 1 jajko
  • 50 g masła
Spód
  • kopiasta szklanka mąki
  • 2/3 szklanki cukru cassonade (lub ciemnego muscovado) 
  • 3/4 kostki (150g) zimnego masła
  • dwie łyżeczki przyprawy do spekulosów (cynamon, imbir, goździki, gałka muszkatołowa)
  • szczypta soli
  • 4 łyżki mleka
Wykonanie
  1. Należy koniecznie zacząć od masy migdałowej - im dłużej poleży w lodówce tym bardziej spójną stworzy całość. 
  2. Migdały i cukier włożyć do blendera/młynka i drobno zmielić. Dodać skórkę cytrynową i trochę wody (u mnie to były jakieś 3 łyżki) i zagnieść. Powinna powstać masa o konsystencji marcepanu (właściwie to prawie marcepan).
  3. Zawinąć w folię i odłożyć do lodówki, najlepiej na tydzień. U mnie poleżało jakieś 4 dni.
  4. No to teraz ciasto na spekulosy (czyli parę dni później). Mąkę wymieszać z cukrem, solą i przyprawami, dodać masło i posiekać. Dolać mleko i szybko zagnieść.
  5. Zawinąć w folię i zostawić w lodówce, najlepiej na noc.
  6. Masę migdałową wyjąć z lodówki żeby nieco zmiękła.
  7. Piekarnik nagrzać do 170 stopni.
  8. Formę do tarty wylepić masą spekulosową. Zapiec w piekarniku przez 15 minut.
  9. W tym czasie do masy migdałowej wbić jajko i dodać masło (najlepiej w temperaturze pokojowej), po czym zagnieść/zmiksować.
  10. Podpieczony spód wypełnić przygotowaną masą migdałową i piec około pół godziny. Jeśli wierzch będzie się za bardzo przypiekał, można go przykryć folią aluminiową albo zmniejszyć temperaturę i piec trochę dłużej.
  11. Długi przepis, ale smaczny.
Więc smacznego!

czwartek, 8 listopada 2012

L. Casei refleksyjnie

Ponieważ mam mnóstwo rzeczy do zrobienia, przypomina mi się jeszcze większa ilość innych spraw, które absolutnie nie mają związku z aktualnymi obowiązkami. Do głowy wpadła mi również złota myśl Mariusza, która raz na jakiś czas zachwyca mnie swoją trafnością.
P.S. Mariusz przyznaje, że złota myśl pochodzi z czeluści internetu, więc to właśnie zakamarkom Google'a oddaję prawo do własności intelektualnej ;)

czwartek, 6 września 2012

Przerwa techniczna.

W związku z poniższym znikam na miesiąc.


Właściwie to wyszło na to, że do jednego (Uzbeki-) Stanu. I na ostatnią chwilę czytam regulamin swojego ubezpieczenia na wypadek wizyty u uzbeckiego dentysty. Tak to jest jak się piecze za dużo ciasta. Choć mam obawę, że to nie samo pieczenie jest głównym problemem.

Do zobaczenia!

środa, 29 sierpnia 2012

Paskudniki

Dzisiejszy rysunek dedykuję Paskudnikom. Nie pokazuję ich twarzy, bo z góry mogę założyć, że autor 2/3 poniższego dialogu zażąda przeprosin w ogólnopolskiej gazecie. I to już nie po raz pierwszy.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Na co komu okulary?

Dla tych, którzy jeszcze się łudzą, że sztuczne zahamowanie apetytu swojego mężczyzny jest możliwe.


piątek, 17 sierpnia 2012

Muffiny Triathlonisty

Muffiny są dedykowane Oleczkowi-triathloniście, który przywiózł mi naręczna włoskiego jedzenia z Neapolu (żeby nikomu nie umniejszać - naręcza jedzenia były przesłane przez mojego chłopa;). Wprawdzie nie musiał z nim biegać, pływać ani pedałować, jednak dociążył swój bagażnik, a mi tym samym wzbogacił lodówkę i spiżarnię. Inna sprawa, że muffiny same w sobie też są triathlonowe - po pierwsze malinowe, po drugie z krówkowym nadzieniem, a po trzecie z masą białoczekoladową (która, nieskromnie powiem, zrobiła furorę). Gorzej, że po ich spożyciu jest się raczej o krok dalej od sportowej sylwetki.

No to jazda z przepisem!


Składniki

muffiny
  • 2 szklanki mąki
  • łyżeczka sody oczyszczonej
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • pół opakowania cukru waniliowego
  • szczypta soli
  • 1,5 szklanki malin
  • około 8 krówek
  • pół szklanki cukru
  • 1 jajko
  • pół szklanki oleju
  • pół szklanki mleka
krem
  • 2 białe czekolady (200g)
  • 1/4 kostki masła (50g)
  • 2 łyżki mleka
  • 1 żółtko


Wykonanie
  1. Dwie łyżki malin odłożyć - rozgnieść i zlać sok. Osączone maliny wymieszać z posiekanymi krówkami.
  2. Pozostałe owoce również rozgnieść, zasypać cukrem.
  3. Przygotować foremki na muffiny, a piekarnik nagrzać do 180 stopni.
  4. Wymieszać wszystkie mokre składniki i posłodzone maliny, a w drugim naczyniu wszystkie suche składniki.
  5. Połączyć części suchą i mokrą mieszając jak najkrócej.
  6. Wyłożyć po łyżce do foremki. Na środek położyć posiekane krówki wymieszane z malinami. Przykryć kolejną warstwą ciasta.
  7. Piec około 20 minut, studzić na kratce od piekarnika.
  8. Krem przygotować w kąpieli wodnej. Roztopić białe czekolady i masło z dodatkiem mleka. Dodać żółtko i od razu zmiksować. Nakładać jeszcze ciepły na muffiny za pomocą szprycy.
Smacznego!

piątek, 1 czerwca 2012

Selery/salary

Chyba od bardzo dawna nie jadłam zdrowych rzeczy, bo dziś nie poznałam selera naciowego!

A to co poniżej jak zwykle z potrzeby ducha, z dedykacją dla Michała W. :)



piątek, 20 kwietnia 2012

Cialo jakich malo

Co można robić z różnymi częściami ciała? Odpowiedzi nie są oczywiste ;)



Można też brodzić, o czym na śmierć zapomniałam!