Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

A Ty co zasłoikowaleś tego lata?


Ketchup - przepis z mojego bloga, oryginalnie z Wiem co jem. Do połowy dodałam posiekaną papryczkę peperoncino - dzięki temu mam wersję ostrą i łagodną.

Konfitura z czerwonej porzeczki - chyba ze wszystkich przepisów świata. Wydaje mi się, że nie da się tak zrobić żeby nie wyszło.

Konfitura malinowa - za to dałabym się pokroić w środku zimy. W tym roku będę miała swoją. Przepis z Tarzynkowa.

Kandyzowany agrest - mój się trochę rozpadł i właściwie stał się konfiturą. Będzie idealny do tortu - całe owoce do dekoracji, a galaretka do przełożenia biszkoptu. Oryginał  zdjęciami nie zachęca, ale ja bym się nie zrażała ;)

Konfitura z czerwonej cebuli - idealna do ostrych serów pleśniowych. Z Burczymiwbrzuchu.

Kandyzowane wiśnie - żeby je zrobić kupiłam chyba ostatnie wiśnie na świecie! Przepis Basi z Makagigi.


Gdyby nie wiązało się to z przeraźliwym ziąbem, zima mogłaby już przychodzić ;)

sobota, 26 listopada 2011

Kandyzowany imbir

Kandyzowany imbir przewijał się w milionie przepisów, które miałam okazję realizować (no, był przynajmniej w kilku z nich). Zawsze stosowałam jakiś zamiennik, ale obiecałam sobie, że jak tylko nadejdzie sezon, spreparuję tonę kłączy. Właściwie skończyłam na połowie kilograma, możliwe jednak, iż na tym nie poprzestanę.



Przepis sponsoruje David Lebovitz za pośrednictem bloga Bea w kuchni. Imbir lepiej jest wygotować 2-3 razy żeby stracił swoją ostrość, a całkiem spora ilość dodanej na końcu wody w stosunku do ilości cukru sprawia, że produkt ciężkiej pracy (mieszania) nie będzie zbyt twardy.

Składniki:
  • 500 g świeżego imbiru
  • 800 g cukru
  • opcjonalnie: 2 łyżki ciemnego cukru muscovado (żeby syrop miał ładny kolor)
  • 1 litr wody + jeszcze trochę do wcześniejszego gotowania
  • szczypta soli
Wykonanie:
  1. Imbir obrać ze skórki i pokroić na cienkie plasterki (ok. 1,5 – 2 mm).
  2. Przełożyć imbir do rondelka o grubym dnie i nalać tyle wody, by imbir był przykryty.
  3. Zagotować, następnie zmnijszyć ogień i gotować na bardzo wolnym ogniu przez 10 min.
  4. Odcedzić, ponownie zalać imbir zimną wodą i powtórzyć gotowanie. Amatorom bardziej łagodnych smaków polecam również gotowanie numer trzy.
  5. Wodę, cukier sól oraz odcedzony imbir wymieszać w rondelku i gotować tak długo, aż syrop będzie mieć konsystencję ciekłego miodu (syrop gotować na bardzo wolnym ogniu).
Jeśli chcemy otrzymać suchy imbir kandyzowany – odcedzamy płatki imbiru z syropu i jeszcze ciepłe obtaczamy w cukrze. Pozostawiamy do całkowitego wyschnięcia na rozłożonym papierze do pieczenia. Otoczka z cukru fajnie chrupie. Jestem największą fanką tej formy przegryzki!

A póki co snuję pomysły na kolejne wersje kandyzowanego imbiru, tym razem z dodatkami!

czwartek, 24 listopada 2011

Krem kokosowy do kanapek

Podczas porannych zakupów wpadł mi w oko krem kokosowy do kanapek. Wygląda na to, że jestem zboczona, ale nawet nie pomyślałam o tym żeby go kupić, tylko żeby taki zrobić. Po błyskawicznej lekturze etykiety pobiegłam w głąb sklepu po miliard składników, potem już tylko do domu mieszać :) Faktycznie wyszedł kokosowy, z alkoholową nutką i z premedytacją przesłodzony ;)


Składniki:
  • 250 g wiórków kokosowych
  • 50 g migdałów (opcjonalnie)
  • 250 g cukru pudru (można dodać mniej)
  • 150 g tłustego mleka w proszku
  • 50 ml mleka
  • 50 ml likieru kokosowego
  • łyżka rumu
  • łyżka syropu imbirowego (lub łyżeczka startego imbiru)
  • 150 g masła (lub trochę mniej margaryny)
  • 100 g białej czekolady
  • 3 żółtka
Wykonanie:
  1. Wiórki kokosowe, migdały, mleko, likier kokosowy, rum i syrop imbirowy zblendować na gładką masę. 
  2. W kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę.
  3. Dodać zblendowane składniki, masło pokrojone na kawałki, cukier i mleko w proszku.
  4. Cały czas mieszając (najlepiej trzepaczką) dodać żółtka i podgrzewać jeszcze minutę (dalej mieszając!). Jeśli masa jest zbyt gęsta można dodać trochę mleka. Dobrze jest pamiętać, że masa potem mocno stężeje.
  5. Zjąć z ognia i rozlać do słoików. Przechowywać w lodówce.
Smacznego :)

poniedziałek, 10 października 2011

Chutney czyli zurawina w trzech smakach

Chutney (czyt. czatnej) czyli indyjski sos.

Kocham jesień za kolory i owoce. Czasem też za przyjemne słońce i temperaturę, ale chyba nie w tym roku. Gorzej, że przez moją spożywczą miłość nie mogę przejść przez bazarek wokół Hali Banacha (a chodzę tamtędy zbyt często) bez jakichkolwiek zakupów. Czerwone pomidory i błyszcząca żurawina, żółto-zielone gruszki, fioletowe śliwki, pomarańczowy miąższ dyni. Cudownie! Dziś uległam żurawinie i ananasowi, który dość smiesznie kontrastował z typowo polskim asortymentem.
Okazuje się, że w wariacjach na temat indyjskiej kuchni żurawinę i ananasa da się połączyć w postaci chutney'u (przepis znalazłam o tu). Sos jest słodko-kwaśno-gorzki. Idealny do mięs.


Składniki:
  • 1/2 kg żurawiny
  • 4 pokrojone plastry ananasa
  • 4 łyżki rodzynek
  • 4 goździki
  • łyżeczka cynamonu
  • 2 plasterki chilli (jak zwykle nie miałam i jak zwykle dodałam 1 nieśmierterlny cukierek z tamandarynowca)
  • łyżka świeżo startego imbiru
  • sok z 1/4 cytryny
  • skórka otarta z 1/2 cytryny
  • 2 łyżki octu winnego
  • 1 i 1/4 szklanki brązowego cukru (ilość zależy od gustu i stopnia dojrzałości żurawiny)
Przygotowanie:
  1. Wymieszać wszystkie składniki oprócz cynamonu i skórki z cytryny (cukru na początek lepiej dodać mniej).
  2. Gotować do momentu kiedy sos stanie się gęsty i większość owoców żurawiny się rozpadnie.
  3. Na końcu dodać cynamon i skórkę otartą z cytryny, ewentualnie dosłodzić do smaku.
Podawać na zimno. Voila!

niedziela, 31 lipca 2011

Maszyna i pomidory

Wszem (i) wobec (i każdemu z osobna) ogłaszam, że rozpoczynam nowy rozdział - rodział życia z maszyną do szycia! Pewnie też nikogo nie zdziwi, że z całego zestawu najbardziej ucieszył mnie pomidorek (z dziwnym dyndadełkiem) na szpilki dołączony gratis.


A propos pomidorów. Sezon w pełni. Słyszałam w prawdzie, że w tym roku jest drożej przez to, że zamiast lipca mamy lipcopad (moje ulubione określenie tego miesiąca zasłyszane w Trójce!), ale w sobotę pod Halą Banacha dało się kupić pomidory już za 1,20 zł za kilogram. A że tych pomidorów kupiłam 5 kilogramów, na niedzielę przypadła produkcja ketchupu.
Przepis zapożyczyłam z Wiem co jem, dokładniej (i o dziwo) z odcinka o parówkach. Parę kroków zmieniłam, żeby było szybciej.

Składniki:
  • 5 kg pomidorów
  • 4-5 cebul
  • 8 ziarenek pieprzu
  • 1/3 szklanki octu winnego
  • 4 łyżki octu balsamicznego 
  • 8 ziarenek ziela angielskiego
  • 4 liście laurowe
  • 2 łyżki soli
  • 15 dag cukru
  • 1 główka czosnku (w końcu mogę gdzieś dodać całą główkę!;)

Wykonanie:

Produkcję rozłożyłam na 2 garnki.

1) Pokrojone pomidory oraz cebulę posolić i rozgotować przez czterdzieści minut bez przykrycia. 
2) Przecierać na raty przez sito do innego naczynia.
3) Po przetarciu całość postawić z powrotem na gaz, dodać pieprz, ocet, ziele angielskie, liście laurowe i cukier (wszystko co zostało oprócz czosnku).
4) Gotować 3 godziny na wolnym ogniu (do odpowiedniej konsystencji).
5) Na końcu wcisnąć czosnek.
6) Gorący ketchup rozlać do słoików. Zawekować.

Żeby ukrócić sobie trochę cierpień przy przecieraniu  polecam wcześniej sparzyć pomidory i obrać je ze skórek.

Jeśli się jest mną, można się spodziewać pomidorów na ścianach i suficie oraz poparzeń dłoni spowodowanych strzelającymi słoikami. Pocieszające jest to, że po dwóch godzinach od katastrofy da się już zginać palce ;)

Wszystko jednak rekompensuje mega-ketchup z pszenno-żytnim chlebem Liski dla zapracowanych, który dla odmiany wyprodukowałam dzień wcześniej.